Trening na cztery psy.

Post na zamówienie, czyli, jak ogarniam cztery psy na treningu? Ja ogólnie, mam swoje dwa psy, Gaszkę i Gem, ale z racji faktu, że Karol sporo pracuje, często zajmuję się też jego chłopakami. Nie raz bywało tak, że podrzucał nas na teren, jechał coś załatwiać, a ja miałam dwie godziny na zrobienie treningu. Sama. Z czterema psami.
Trenujemy dwa lub trzy razy w tygodniu, każdy pies ma dwie, maksymalnie trzy sesje w trakcje treningu, przerywane odpoczynkiem w klatce. Jeden trening to trening pod okiem Olgi Kwiecień, dwa są samodzielne. Zwykle, trenujemy razem z Karolem, "przeplatając" między sobą swoje psy, tak, abyśmy mogli wzajemnie sobie pomagać i trochę też odsapnąć. ;)
Wchodząc na plac, pozwalamy psom trochę pobiegać luzem, załatwić potrzeby i rozgrzać się, kontrolujemy stan przeszkód, uczymy się toru. Następnie, psy oczekujące na swoją kolej trafiają do klatek, luzem zostaje tylko ten trenujący. Jeśli jesteśmy we dwoje, jedno trenuje, drugie kontroluje strefki, służy radą i pomocą. Nie bądźcie zaskoczeni, ale często Karol potrafi zobaczyć moje błędy mimo tego, że nie trenuje tak długo. Mi często zdarza się na szybko lecieć po "demo-doga" Gaszkę, lub mam ją leżącą w okolicy, by móc pokazać jakieś ustawienie, czy ruch w danej sekwencji.
Jeśli jestem sama, zamykam psy oczekujące w klatkach i spokojnie prowadzę sesję z każdym kolejno. W każdym przypadku, czy jestem sama, czy z Karolem, czy u Olgi, trening z czterema psami zajmuje przynajmniej półtorej godziny, zwykle dwie. Jeśli mamy temperaturę w okolicy zera stopni lub mniej, dzielę psy trenujące na dwie grupy; młodzież i zaawansowane. Łatwo się domyślić, młodzież to Tigi i Gem, zaawansowane to Ru i Gaszka. Jedna grupa siedzi w aucie, druga trenuje i wymieniamy psy po zakończonym treningu jednej grupy. W ten sposób, psy nie marzną czekając.
Co robimy? Zależy od psa. Każdy ma swój indywidualny plan treningowy, zwykle oddzielam sesje "dłubania" od sesji sekwencji. Zaczynam od dłubania i potem dla rozluźnienia śmigamy sekwencje. Generalnie, wszystkie nasze psy strasznie sekwencje kochają i jest to taka trochę nagroda za ładną sesję dłubania, poza tym, trochę lepszy mózg jest na początku treningu. :)

Dużo rzeczy robię z chłopcami ja, nawet jeśli Karol jest z nami, tylko dlatego, że ma trochę mniej cierpliwości. Większą część dłubania i podstaw robię na cztery psy, a z grubsza "gotowego" psa oddaję znów pod przewodnictwo Karola. Działa? Działa!

Na zakończenie treningu, staram się pójść na długi spacer, a jeśli nie ma możliwości, pochodzić przynajmniej kilkanaście minut z psami po terenie, aby je rozluźnić i dać im rozładować emocje do końca. Jest to także bardzo korzystne dla układu ruchu, pozwala wyciszyć się po ćwiczeniach. Nie wyobrażam sobie wrzucania rozjaranych mudików do auta, podejrzewam, że mogłoby ucierpieć. :D

Wieczorami, lubię poklikać w domu. Kształtujemy sztuczki, bawimy się w psie fitnesy, robimy świadomość ciała i równowagę. Poprawiamy myślenie i pewność siebie, oraz, domęczamy mózgi przed spaniem. To również robię sama, wyjmując pieski kolejno z klatki.

Szczerze, bardzo lubię trenować z czterema psami, jak i biegać z swoją dwójką. Bardzo interesująco obserwuje się różne typy charakterów i znajduje drogi do każdego psiego mózgu. Minusem dla mnie może jest tylko czas, ale i to jakoś bardzo mi nie przeszkadza. Zawsze miałam pewien niedosyt pracując z samą Gaszką i wciąż mam go na zawodach startując tylko z nią, ale powoli się to zmieni. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz