Zasady działania sfory.

Mijają już trzy miesiące, odkąd mamy cztery psy, w dodatku reaktywne mudiki. Były rzeczy, których musieliśmy się nauczyć i takie, których nauczyliśmy się na błędach. Ciekawi, jak to jest? Zapraszam. :D
1. Kiedy można powiększyć sforę?
Zależy. Dla mnie, podstawą było to, że psy, które mam aktualnie są w pełni opanowane. Dla każdego psa, czas kiedy się go "ogarnie" jest indywidualny. Dla Gaszki, było to dopiero koło sześciu lat, a wciąż są dla niej zasady specjalne, takie jak to, że w okolicach dzikiej zwierzyny nie bryka luzem. Dla Ru było to również sześć lat, ale z innym przewodnikiem, ja sam na sam z nim na spacerach i tak wolę go mieć na lince. Za to Gem miała osiem miesięcy kiedy uznałam, że nie ma się do czego przyczepić. Serio. Teraz ma trochę ponad rok i tak jej zostało. Innym czynnikiem jest dla mnie stan aktualnego psa sportowego na danego przewodnika. Gdy braliśmy Gem, Gaszki problemy na torze wynikały już jedynie z mojego handlingu, miała za sobą wiele udanych biegów na zawodach, stąd, mogłam spokojnie zająć się szczeniakiem. Z Karolem historia jest inna, ze względu na stan zdrowia Ru, nigdy nie jesteśmy pewni, jak długo będzie mógł biegać. Nie chcieliśmy kłaść na niego zbyt dużej presji, toteż wzięliśmy Tigiego. Kolejnym czynnikiem jest wiek, dla mnie, między psami danego przewodnika powinno być tak ponad dwa lata. Podstawowymi i bardzo ważnymi czynnikami są także finanse i czas. Wzięcie każdego psa u nas poprzedzają obliczenia, jak z żywieniem, treningiem, ewentualnym weterynarzem (z szczególnym uwzględnieniem wypadków losowych), oraz czy oboje damy radę z taką ilością psów. Jak będą wyglądały treningi i spacery, czy stać nas będzie na wszystko i czy nawet jedno tylko z nas, będzie mogło zająć się nimi, gdy drugie nie może. Kiedy "wszystkie światła są zielone", decydujemy się na burka i... U nas jest tak, że rozmyślamy o tym jeszcze długo. Rozważamy. Zarówno ja jak i Karol nie lubimy pochopnych decyzji. 

2. Trudno jest z taką szczekliwą bandą?
Trudno. Łatwo. Nie wiem, lubię to. Smycze się plączą, Gem z Tigim usiłują się bawić idąc, wszystko się ekscytuje i szczeka, na spacerach są jednym wielkim, głośnym tornadem, trzeba mieć oczy dookoła głowy, a trening trwa przynajmniej dwie godziny. Trzeba znać zasady. Kto kiedy, z kim biega luzem, kto gdzie może biegać luzem i kiedy trzeba kogo zawołać. Całą masę zasad. Trzeba to lubić, mieć czas i samozaparcie. Po stokroć, nie żałuję powiększenia sfory z dwóch do czterech psów. Ani przez moment nie żałowałam, mimo, że bywało, że miałam ochotę któremuś urwać łeb. Bo żarło z kuwety, bo darło mordę bez powodu, bo wydarło się na jakiegoś pieska. To nie jest łatwe, naprawdę. Podczas spaceru muszę poświęcać im dwieście procent swojej uwagi, ale jest to możliwe i wcale nie takie uciążliwe, jeśli się to lubi. My lubimy, ja wręcz uwielbiam oglądać ich relacje, wspólne zabawy i pracować z nimi. Główny niebezpieczny czynnik, to niestety efekt sfory. Jeśli dopuścisz, by jedno zwiało się na coś wydzierać, wszystkie pobiegną za nim. Dlatego, należy znać zasady i zapobiegać.

3. Jak wprowadzić nowego członka do sfory?
Ja wprowadzając nowego psa do sfory na początku nie pozwalam na kontakty niekontrolowane. Gdy wychodzę, wszyscy trafiają do klatek, na noc też. Bardzo pilnuję zapobiegania sytuacjom konfliktowym, nie zostawiam psów samych z jedzeniem, przyglądam się zabawom, raczej nie rzucam wszystkim jednej piłki i nie zamykam w małej przestrzeni. Daję im czas i dużo miejsca do poznania się. Pierwsze spotkanie aranżuję na dużym, neutralnym dla wszystkich, zamkniętym terenie. Dopiero po kilku miesiącach kontroluję ich kontakty mniej.

4. A podróże?
My mamy duże auto i wozimy psy w klatkach. Ale. Zdarzyło mi się samotnie jechać pociągiem z czterema psami. Obładowana jak cygański tabor, z dwoma klatkami, przejechałam. Możliwe. Tylko, jak w ogóle z posiadaniem takiej ilości psów, trzeba mieć samozaparcie i... nierówno pod sufitem. No i oczy dookoła głowy i przygotować się na kiblowanie w dziale rowerowym i pilnowanie klatek.

5. Jak z pracą i studiami?
Nam dużo pomaga fakt, że jesteśmy we dwoje. Kiedy Karol nie może, ja zajmuję się całą czwórką i vice versa, stąd, nawet studiując i pracując, zapewniamy psom dwa-trzy treningi w tygodniu i codzienny długi spacer. Na wyjazdy, mam najlepszą na świecie psią cioteczkę (pozdrawiamy), która zabiera pieski na krótkie wyjścia. W mieszkaniu są zmęczone i wiedzą, że to nie miejsce do zabaw, toteż, leżą sobie po kątach, pojawiając się magicznie na dźwięk otwieranych drzwi od kuchni...

Podsumowując, trzeba... rozpędzić się i z barana załadować w ścianę. Tak na serio, to chcieć, lubić, mieć siłę, samozaparcie, konsekwencję i sporo czasu. Życie z czterema psami, szczególnie reaktywnymi, nie jest łatwe, ale też i nie niemożliwe. :)

1 komentarz:

  1. My warowanie w przedziale rowerowym mamy zaliczone...tyle, że z raptem jednym psem...cóż to za widowisko musiało być z 4 mudikami!
    pozdrawiamy, będziemy zaglądać!
    http://podopieczni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń