Projekt - Szczeniak - I

Ktoś na grupach blogerów szukał info o tym jak wychować szczeniaka. Wymyśliłam więc, że w sumie Gem całkiem się udała i może się podzielę tym, jak udało mi się ogarnąć to diablątko.
Wybieramy szczeniaczka u hodowcy, potem tygodnie oczekiwań, ekscytacja, plany, rozmyślania. W tym wszystkim jednak, ja obiecałam sobie, że dam dziecku czas być dzieckiem. Jasne, są rzeczy do zrobienia, ale ograniczałam się do minimum. Ustaliłam priorytety, samokontrola (w formie zabaw), socjalizacja, zostawanie w klatce (u mnie zdecydowanie ważne), oraz podstawy pracy. Zaczęło się prosto, Gem jeździła wszędzie. Centrum handlowe, zawody, dworzec pkp, zakupy, wyposażyłam się w taki plecak-klatkę (do kupienia na zooplusie) i zza siateczki Gemie poznawała świat.
Częstym błędem, według mnie, w socjalizacji z różnymi miejscami jest przemęczanie szczenięcia. To ciągle dziecko, potrzebuje czasami dnia odpoczynku, a wpychanie przerażonego malca w tłum, to tworzenie negatywnych skojarzeń. Starałam się, żeby Gem miała gdzie się wycofać i żeby dni  z atrakcjami, przeplatały się z dniami, kiedy jest mniej ekscytująco. Socjalizacja dla mnie, to także zapoznawanie się z pieskami. Ale. Wybierałam towarzyszy zabaw, których byłam pewna, wiedziałam szczeniak będzie traktowany odpowiednio delikatnie i nauczy się, że pieski są fajne. Przy czym, wszystkie zabawy były kontrolowane, nie pozwalałam także na "męczenie" szczeniaczka i nie pozwalałam szczeniakowi męczyć towarzyszy. 
"O jaki słodki maluszek!" czyli obcy ludzie. Tutaj też decydowałam, kiedy pozwalać na kontakty i raczej wybierałam na takie socjalizacje środowiska psiarzy. Psie ciocie i wujkowie wiedzą, jak odpowiednio podnieść szczeniątko, odczytują dobrze sygnały i rozumieją, kiedy się mówi, że nie teraz. Miałam to szczęście także, że na pewne zajęcia mogłam zabrać małą Gem ze sobą, a moi koledzy i koleżanki z kierunku, jak i często wykładowcy, wspomagali socjalizację małego potwora bardzo umiejętnie. W ten sposób Gemie nauczyła się spać, kiedy nic się nie dzieje, że wszędzie można się zrelaksować i tego, że wszystkie ludzie są dobre i miziają. :)
Podróże, podróże, podróże. Od początku nie dawałam papi wytchnienia w tym temacie i jeździła wszystkim i wszędzie. Gdy nie uczestniczyła w treningach, jechała pobawić się z psimi koleżankami, pouczyć się ładnego siedzenia w klateczce i tak dalej. Na zawodach krążyłyśmy wokół ringu, bawiłyśmy się, albo po prostu siedziałam z moim maleństwem na kolanach i byłam szczęśliwą "matką". :D Była moją towarzyszką na uczelni, w wieku sześciu miesięcy pojechała z nami do Włoch i przespała całą drogę, na zmianę na własnych łapkach i w plecaku przemierzyła bory dolnośląskie i wiele innych miejsc. Teraz hotele, zawody i wyprawy jej nie straszne.
Ważne jest, aby od szczeniaczka nie wymagać za dużo i "dać czas czasowi". Nasze sesje treningowe trwały co najwyżej kilka minut, w trudnych miejscach nawet tylko kilkadziesiąt sekund. Zawsze staram się skończyć, zanim szczenię się rozproszy i w momencie, kiedy osiągnęło sukces. Nie warto zrażać się okresami "buntu", czy innymi problemami, takimi jak chwilowe strachy. Wszystkie szczeniaki tak mają, każdy kiedyś zwiał do czegoś, nie oddał zabawki, wystraszył się głupoty. Bywa, głowa do góry. Wyrośnie. :) Nie, żebym nie panikowała wcześniej, kiedyś, gdy Gaszka była młodsza, też przeżywałam jej szczenięce problemy. Przy Gem już wiedziałam, że minie i kwitowałam to śmiechem. (Chociaż nie raz biegłam pisać do naszej trenerki "CO ROBIĆ?!" :P)
Kwestia o której napiszę teraz, jest trochę indywidualna. U nas, pozwalam w sforze na pewne wzajemne korekty. Nie ma szarpania się i kłócenia, ale pozwalałam Gaszce kłapnąć na małą, gdy widziałam, że ewidentnie przesadza. Przyglądałam się, w jaki sposób, który pies koryguje szczenię i sprawowałam cichą kontrolę. Gaszka u nas wzięła się poważnie za matkowanie, uznała, że Gemie jest jej i czasami wręcz pozwalała aż na za dużo. Gdy mnie nie było w pobliżu, izolowałam małą od dorosłych psów, dopiero gdy wyrosła na tyle, że byłam pewna, że nic jej się nie stanie i trochę już nabrała mózgu, zaczęła zostawać z resztą psów razem.
Podstawami pracy w moim rozumieniu jest to, że pies jest w stanie się skupić na przewodniku i pracować z nim w każdych warunkach, oraz, zrezygnować z czegokolwiek co robi, by podjąć pracę. Stąd, bez nacisku, mała Gemie uczyła się bawić w stopniowo trudniejszych miejscach. Od mieszkania, przez polankę w lesie, plac treningowy, zawody i tak dalej. Starałam się stopniować trudność, aż mogłam odwołać szczeniaczka z zabawy z innymi psami, by zaoferować zabawę ze mną. (ALE! Tutaj poszarpałam się dosłownie momencik, nagrodziłam żarciem i zwolniłam do zabawy z innymi pieskami znów.) Nie robiłyśmy przy tym niczego specjalnego, aż do prawie ósmego miesiąca życia Gem nie wiedziała co to cik. ;) Tuneli nauczyła się przypadkowo, pląsała sobie wesoło po placu agility i uznała bieganie tuneli za zabawne. :D 
Co jeszcze robiłyśmy? Dla mnie, w przypadku psów tak popędowych jak Gem, istotna była bardzo samokontrola. Wesoło bawiłyśmy się w "its your choice", na jedzonko, zabawki, a potem wyewoluowało to do ładnego zostawania i zaowocowało w wielu innych dziedzinach życia. Zamiast rzucać się do rąk, szczeniaczek oferował siad i pełne skupienia poważne spojrzenia. :D Ale, ale, haczyk. Samokontrola to nie syczenie na psa, żeby nie wyrywał jedzonka czy krzyczenie na niego. To cierpliwość i spokój. Kształtowałam również różne drobne sztuczki pomagające dzieciakowi ogarnąć gdzie ma łapki, przód i tył, co przyda się w przyszłym życiu sportowym, oraz popularne crate games. W kierunku agility robiłyśmy zmiany na płaskim, bez przeszkód, jak i ważne dla wszystkich sportów, wymianę zabawek.

Tutaj można obejrzeć, co robiła Gem mając pięć miesięcy. Dopiero miesiąc czy dwa później poznała pracę na przeszkodach, a "poważniej" zrobiło się, kiedy miała coś około ośmiu miesięcy. Jednak, dla mnie zasada była taka, że szczeniak czy też pies jeszcze nie nauczony pracy, ma jedną sesję na treningu. Dla porównania, psy "zrobione" mają od dwóch do czterech. Ilość sesji zwiększyłam w wieku dziewięciu miesięcy, ale też były zależne od dnia, tego co akurat robiłyśmy i tak dalej. Myślę, że tempo rozwoju jest także zależne od danego osobnika, ale, jednak lepiej zrobić coś trochę później i dokładniej, niż się spieszyć i potem zaklejać braki w podstawach. 
Podsumowując, nie spiesz się, daj szczeniakowi być szczeniakiem, nie naciskaj i nie porównuj swojego szczeniaka do innych. Każdy dorasta w swoim tempie. Nie martw się jeśli coś nie idzie po twojej myśli, w razie problemów, poszukaj pomocy u dobrego trenera. Warto mieć kogoś, kogo można zapytać "co teraz?". Zamiast na robiących wrażenie sztuczkach, skup się na podstawach, które zaowocują w przyszłości. No i ciesz się tymi ulotnymi chwilami, zanim się obejrzysz, ten malec będzie dorosły. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz