Kreacja właściciela idealnego - czyli jak trujemy siebie nawzajem.

Dzisiaj, chciałabym złamać pewną niepisaną zasadę. Chciałabym opowiedzieć o tym, drodzy psiarze, jak się wzajem trujemy. Jak na siebie syczymy, warczymy i obrabiamy sobie tyły. Nie udawajmy, każdy wie o czym mówię, każdy tego doświadczył. Nie, to nie tak, że chcę się żalić, ale chciałabym opowiedzieć o tym, jak kreujemy się pod presją otoczenia na właścicieli idealnych. Jasne, są wyjątki, ale zawsze jest "bo ten pies, to miał problemy bo...". Tłumaczymy się. Jakbyśmy mieli być idealni, wiedzieć wszystko od razu i nigdy nie popełnić błędu. Cofnijmy się takie przynajmniej sześć lat. Do czasów, kiedy Gaszka miała rok, a ja jakieś piętnaście lat. I popełniałam błędy.
Będzie temat do syczenia hejterom. ;) Wiecie, miałam problemy z Gaszką, poważne. Gaszka pasała wszystko, co się ruszało, Była moim pierwszym psem, a ja nie radziłam sobie z jej instynktem pasterskim, nie mogłam jej puścić luzem w parku, przy czym, mieszkałam na wsi i nie znałam nikogo, kto by mi z tym pomógł. Wchodziłam na wyżyny frustracji, nie za bardzo umiałam z nią pracować. Tak, miała problemy z motywacją, nie znałam nawet podstaw pracy z psem. Powoli, sama, uczyłam się na niej. Pytałam na forach, w internecie. Czemu mój młody piesek w 30 stopniach upału nie chce gonić frisbee?
Pomogły mi artykuły w powstającym wtedy Dog&Sport. Pomogły długie rozmowy z właścicielami innych mudi, seminaria frisbee, nauka podstaw. Teraz, Gaszka jest psem, którego w pełni kontroluję. Nikogo nie oszczekuje. Nie podbiega, nie zaczepia. Pracuje chętnie, na wysokiej motywacji i poziomie. Ale wciąż jest za mną cień przeszłości. Bo co z tego, że przepracowałam problemy, jak one były? Ta i ta, od tego mudika co oszczekiwał ludzi? Ta głupia dziewczynka, co pisała na forum, czemu jej piesek cośtam? Lol, ale kretynka. Kiedyś nawet, w jakiejś dyskusji, kiedy drugiej stronie zabrakło argumentów, wygrzebała z odmętów internetu właśnie temat na forum, w którym pisałam o problemach Gaszki z motywacją. Ha ha ha, ale jesteś śmieszna, miałaś problem, widzisz? Tak. Miałam. Nie jestem idealna. Nikt nie jest.
Nie, nie żalę się. Chcę wam uświadomić, jacy potrafimy być wobec siebie okrutni. Jacy bezduszni. Nie chodzi tylko o mnie. Ile nasłuchałam się rozmów typu, ej, a wiesz, że X to oddała tego psa, bo miała z nim problem? Pewnie chciała kolejnego, a z tym sobie nie poradziła. Co za debilka, nie powinna mieć psów. To, że pies jest teraz w dobrych rękach i szczęśliwy z nowym właścicielem, o co ta "debilka" zadbała, podejmując dojrzałą decyzję, to nie ważne. Ważne jest, popluć jadem. Widziałaś tego? Jego pies uciekł z toru na zawodach. Co za wstyd! Mój by nigdy! Nie podejdziemy pogadać z osobą, która ma problem. Pomóc. Wolimy potępić. Tak, ja też tak robiłam niedawno, tyle, że może, dorosłam, może się zorientowałam... Nie wiem. Któregoś dnia uznałam, koniec.
Nie wierzę w kreację idealnego właściciela, jaką tworzymy w internecie. Nie wierzę, że nikt nigdy nie miał problemów z jakimś psem. Żyjemy pod presją i wrzucamy tylko ładne przebiegi, mówimy tylko o dobrych chwilach i tłumaczymy się, że ten pies, to miał to, a właściwie, to... Nie. Tak, miałam problemy z moimi psami. Tak, pracowałam nad nimi, poradziłam sobie, ale nie będę im zaprzeczać. Dlaczego tworzymy taką presję? Dlaczego jak ktoś się zdradzi z problemami, to musi się liczyć z obrabianiem tyłów? To nie tylko światek psich sportów, to także hodowla. Dlaczego hodowcy ukrywają złe wyniki? Bo taka jest presja.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli hodowca nie miał żadnego nieidealnego szczenięcia, to albo hoduje krótko, albo kłamie. Nie znamy genetyki tak dobrze i tak głęboko, żeby zapobiec wszystkiemu. Mnie też dorwało, mam na koncie szczenięta z problemami, także zdrowotnymi. Kryłam psy zdrowe, robiłam co mogłam, trudno. Wiecie jaka jest reakcja otoczenia? Może dobrze, że się wycofałaś. W końcu, nie udało ci się. Powstały plotki, teorie spiskowe i diabli wiedzą co jeszcze. Przeszłam wiele okropnych rozmów, usłyszałam wiele złego. Czy nie łatwiej jest ukryć wynik i udawać, nic się nie stało? Łatwiej. Tylko ja jestem głupią idealistką, wierzę w szczerość wśród hodowców, która ma prowadzić do lepszej hodowli, dzięki większej ilości informacji. Chyba dlatego się wycofałam, moje ideały zderzyły się z rzeczywistością. Jeśli przyznasz się do błędu - jesteś złym hodowcą. Nie dlatego nawet, że taki popełniłeś.
Dlatego namawiam osoby, które szukają mudi, do kontaktu ze mną, bądź innymi doświadczonymi hodowcami. Wiecie, ile jest ukrytych wyników? Historii, o których pewni ludzie nie chcą, żebyście usłyszeli? Bo jak usłyszycie, to nie kupicie szczeniaczka od nich. Tylko te osoby, które trochę siedzą w rasie je znają, bo zdążyły usłyszeć pokątnie, zrobić zrzut ekranu, zanim wściekły hodowca zmusił właściciela do usunięcia opublikowanego, niewygodnego wyniku. Żeby to znać, trzeba kilka lat słuchać. Znać odpowiednie osoby, popytać. Wysłuchać opowieści właścicieli szantażowanych, byle tylko nie splamić dobrego imienia hodowli. Zabiorę ci psa, jeśli to opublikujesz! To nie żarty, to rzeczywistość. Za to na stronie, pieski są zdrowe, nie mają problemów z charakterem i w ogóle, to kupuj! Kupuj!
Nie róbmy sobie tego. Hodowcy, właściciele. Zaakceptujmy się, pomagajmy sobie, zamiast syczeć. Wiem, każdy potrzebuje się dowartościować, obrabiając komuś tyły. Tacy jesteśmy, ale czy naprawdę tak musi być? Czy musimy dozgonnie pamiętać czyjeś błędy, tworzyć presję, zamiast udostępniać sobie rozwiązania problemów? Ukrywać problemy, niewygodne wyniki, pluć sobie w twarz? Ja z tym kończę. Nie jestem ani idealnym właścicielem, ani hodowcą. Nie da się tak, nawet mimo starań, nie przewidzimy wszystkiego. Popełniamy błędy. Różnica jest tylko między tymi, którzy im zaprzeczają i je ukrywają, a tymi, którzy przyznają im byt i uczą się na nich. ;)