Mudikowe problemy.

Będzie kolejny post o mudi jako rasie, z tego względu że zaobserwowałam rosnące zainteresowanie tymi psami. Osobiście, po ośmiu latach obserwacji mudików i siedmiu prawie już posiadania własnego przedstawiciela tej rasy, uważam że to nie są psy łatwe z którymi poradzi sobie każdy kto psa miał. Dlatego po poście 'dlaczego nie chcesz mieć mudika' chcę wam przedstawić najpopularniejsze problemy z którymi borykają się właściciele mudi i z częścią których walczyłam sama. :)
1. Słyszeliście że mudi są głośne? Bo są. Ich frustracja, zadowolenie, podekscytowanie, złość i strach, wszystko wylewa się z paszczy w postaci wariackiego jazgotu. Mnie osobiście najbardziej szlag trafiał przy nauce pływania, bo jeśli wody się boimy, a bardzo chcemy do mami która z zabawką w niej jest, to słuszne będzie drzeć japę. Sensowne jest też wydzieranie się na innego psa na spacerze kiedy mamy ochotę się z nim pobawić, albo też jeśli nie mamy ochoty na kontakt z nim. Długo walczyłam z głośnym wychodzeniem z domu, bo przecież całe osiedle musi słyszeć że pieski wychodzą na spacer, nawet jeśli to tylko siku po nocy.
2. Ale tak wspaniale pracują! Pewnie, tyle że to wcale nie bardziej "oryginalny" czy inny border collie jak to się wielu osobom które spotykam wydaje. Mudi mają całkiem inny styl i system pracy, potrzebują innego przewodnika i bardzo dużo konsekwencji. Te psy muszą mieć czarno na białym co jest dobre, a co złe i jeśli tak nie będzie, szybko wykorzystają to do swoich celów i zaufajcie mi, nie będziecie zadowoleni. Potrzebują również osoby silnej, która będzie ich wsparciem i muszą być pewne zasad. Dopiero wtedy stają się takimi świetnymi pracusiami, które widujecie na zawodach czy filmikach. Za tym sukcesem stoi pewny siebie przewodnik którego pies wie, co robić i wie że ta osoba obok będzie go wspierać.
3. Mudi miały być psami wielofunkcyjnymi, pasły bydło, brały udział w polowaniach i stróżowały. Stąd mają imponującą gamę instynktów jak na owczarki, które w aktualnym życiu potrafią sprawiać problemy. Jednym z takich problemów jest właśnie stróżowanie. Mi osobiście nie przeszkadza to, że moje psy buczeniem oświadczają światu że te rzeczy należą do mami, ta klateczka jest ich, a przybysze przed drzwiami zostają zapowiadani szczekaniem. Jednakże znam osobnika który potrafił w nieobecność swojego przewodnika pilnować nawet wejścia do pokoju. Nie uważam, że to nie do przepracowania, lecz takie są mudikowe predyspozycje.
4. W pasieniu owczarki węgierskie używają przede wszystkim głosu i mają całkowicie inny styl niż border collie. Nie zobaczymy przyczajek, ich praca jest dużo bardziej dynamiczna. Dlatego jakkolwiek borderowe pasienie obiektów wydaje mi się nie tak przerażające, tak mudikowe już potrafi podnieść ciśnienie. Nikt nie zrozumie, że twój piesek wcale nie jest agresorem, a chce przekonać "obiekt" do podążenia w kierunku przewodnika. Osobiście sama zmagałam się z tym problemem, a że nie mam w zwyczaju czegokolwiek ukrywać, mogę powiedzieć że na szczęście przepracowanie tego nie było bardzo problematyczne. Z odpowiednim prowadzeniem żadne z szczeniaków suczysi takich pomysłów nie ma i nie miało, także podejrzewam że to kwestia właśnie nieumiejętnego przewodnika. Co poradzić, wszyscy popełniamy błędy. ;)
5. W temacie tego brania udziału w polowaniach, następnym problemem z jakim walczyłam i nadal świętuję jego pokonanie jest ganianie zwierzyny. Mudiki w prawdzie nie mają zapędów morderczych, co nie zmienia faktu że lubią uciekające obiekty i nie boją się dzików czy saren. To małe, pewne siebie i zwinne diabły i chociaż ufam ich zręczności to zdecydowanie bezpieczniej jest mieć psa pod kontrolą. Co nie zawsze jest łatwe jeżeli sarny są leniwe i czekają sobie na bycie zauważonymi zanim uciekną. ;) Mimo to, uznałam że każdy problem jest wart wspomnienia, ten także.
6. Wszędzie jest o nieufności mudi, u mnie też będzie. Mudiki nie lubią obcych i dopiero z odpowiednim wsparciem robią się otwarte i sympatyczne. Prosta demonstracja, ze mną Gaszka chętnie się wita z obcymi ludźmi, Ru także, za to wystarczy że zostawię któreś pod płotem i odejdę. Wtedy już nie ma wsparcia = nie ma dotykania. Ja to akceptuję, jednakże znam mudiki które nawet z przewodnikiem są niedotykalskie i nie boją się używać zębów. Czy to kwestia wychowania czy wsparcia ze strony przewodnika, większość przedstawicieli tej rasy ma skłonności do takich problemów.
7. Inne psy? Inne mudiki. Moje psy ogólnie nie lubią obcych psów, z czego Gaszka świetnie to komunikuje i to ona ratuje tyłek histerycznego Ru. :P Tutaj występuje spore zróżnicowanie, znam mudi które w pewnym stopniu lubią inne psy, znam takie które wcale. Jedyna prawidłowość to to, że swój zawsze pozna swego. ;) Prawdopodobnie tutaj też baaardzo dużą rolę odgrywa wczesna socjalizacja, której u mudika za nic nie możemy zaniedbać. Wiem, bo ze względów na problemy zdrowotne Ru, jego socjalizacja pozostawia wiele do życzenia i znam tego konsekwencje.
8. Mudi MUSZĄ się ruszać. Okej, jeden dzień pieska nie zamorduje, ale regularne spacery i praca są bardzo ważne dla psychiki tych psów. Były stworzone do pracy, dlatego szybko wpadają w schizy i problemy jeśli nie zapewni im się odpowiedniej dawki ruchu. To nie pies na kanapę, ani taki który obejdzie się dwoma spacerkami w tygodniu. Codziennie, niezależnie od pogody i mojego samopoczucia moim psom należy się minimum godzina spaceru, a trzy razy w tygodniu lub więcej trening. Braki w aktywności generują rozmaite problemy, nadpobudliwość i często także nadwrażliwość. Zawsze będę powtarzać, to psy pracujące i tylko osoby które mogą zapewnić im regularny ruch powinny mieć mudi.
Tak na koniec i "pocieszenie" filmik z spaceru nakręcony jakiś czas temu dla zainteresowanych jak to się żyje z mudikiem w mieście. Czy da się żyć w harmonii z takim psycholem? Owszem. Czy mudi może biegać luzem przy biegaczach, rowerach, dziwnych obiektach i innych psach? Tak. Czy to pies który może żyć w mieście? Tak. Co nie znaczy że to taki łatwy piesek z którym każdy sobie poradzi. Mudi powinno się brać nie dlatego, że chcemy mieć psa jak border collie, ale mniejszego i mniej "popularnej rasy" tylko dlatego, że nie wyobrażamy sobie siebie z innym psem. Dlatego przed pytaniem do hodowcy o szczeniaczka, zastanówcie się, czy to na pewno to? Czy dam radę przepracować problemy, znosić szczekanie i dbać o tego psa przez następne kilkanaście lat?

ZeroDC Grizzly pas do biegania. - Test i recenzja.

Kolejną rzeczą testowaną przez nas z oferty ZeroDC jest pas do biegania Grizzly. Pierwsze wrażenie takie jak przy szelkach, porządne wykonanie, cudowne kolory, bezpieczne, trwałe odblaski i wiele drobnych dodatków które okazały się być strzałem w dziesiątkę. Ten pas sporo zmienił moje mniemania na temat biegania z psami. Wcześniej sądziłam że zwykła opięta wokół przewodnika smycz wystarczy. Właśnie, że nie wystarczy. ;) Dlaczego? Myślałam że Gaszka to pies, który woli biegać obok przewodnika, albo drepcze i nie ma mowy o ciągnięciu. Czy rzeczywiście?
Niekoniecznie. Budowa pasa mocno ogranicza wstrząsy odczuwane przez psa, co rozwinęło skrzydła mojej "nieśmiałej" suczki i sprawiło że ciągnie na równi z Ru. Byłam wyjątkowo zaskoczona. :D Już zdążyłam się pogodzić że zaprzęgu z nich nie zrobię, a tu taka niespodzianka. Ponadto pas jest bardzo wygodny, nie zsuwa się, nie przekręca, nie uciska i nie ogranicza ruchów. Robiłam w nim dystansy ponad dwadzieścia kilometrów i obeszło się bez otarć i śladów, robiłam także szalone biegi prędkościowe i również nie napotkałam problemów. Przeciwnie do smyczy która zostawiała piekące ślady na skórze...
Pas z tyłu ma dużą kieszeń, która dla psiarza jest po prostu niezbędna, mieszczę tam gaz pieprzowy, zapas woreczków, telefon i klucze. Budowa kieszeni zapobiega wypadaniu czegokolwiek ale i też jest bardzo łatwa w otwieraniu podczas biegu. Na bokach mamy dwa duże wyraziste odblaski i kółeczko. Moje służyło do dopinania kagańców kiedy podjeżdżaliśmy do szutrowych ścieżek tramwajem. :) Kolory są jaskrawe jak widać na fotce, dla mnie jako fanki pięknych akcesoriów po prostu cudo. Dwa paski z gąbką zabezpieczają pas przed przesuwaniem w górę, przebiegając od tyłu do przodu pasa między nogami przewodnika. Sądziłam, że będą niewygodne, ale jak zwykle myliłam się. ;) Miejsce podpięcia psa to mocna linka zamocowana z dwóch boków pasa z przodu. W ten sposób siła ciągnięcia czworonoga jest bardzo bezpiecznie rozkładana.

Skonsultowałam budowę pasa na swojej uczelni z profesorem anatomii, z ciekawości jak szarpnięcia i ciągnięcie w taki sposób działają na biegnącego człowieka. Odpowiedź... Bardzo pozytywnie. Bez narażania układu ruchu, zmuszamy się do stabilizacji korpusu podczas biegu, co jest świetnym ćwiczeniem mięśni tułowia. Tak od siebie dodam, że warto wymierzyć się porządnie przed zakupem, bo nie spodziewałabym się że taka jestem kobieca.... Albo puszysta, cóż. ;) Powyżej filmik jak to wygląda w ruchu oraz ogólny wygląd pasa w szczegółach. :D

PODSUMOWANIE:
  • Budowa pasa sprawia że ciągnięcie jest bardzo komfortowe dla czworonoga i przewodnika.
  • Jest całkowicie bezpieczny dla układu ruchu oraz skóry.
  • Piękny! Nie widziałam nigdzie w ofercie sklepów równie jaskrawych kolorów. 
  • Wyposażony w kieszeń oraz odblaski.
  • Świetny system stabilizacji pasa, nie przesuwa się i nie przekręca.
  • Doskonale dopasowany do ciała.
  • Równie łatwo go czyścić co szelki Short. :D
  • Bardzo wygodny, nie powoduje otarć, nie krępuje ruchów.
  • Przystępna cena, 119 zł na ZeroDC
Pssst, kod wartowniki nadal działa i zapewnia 10% zniżki! :D
Nasze testy trwały od 26 października, na chwilę pisania postu pas był używany trzy miesiące i na koncie ma około ponad trzy i pół setki wybieganych kilometrów. :) Recenzja zostanie uaktualniona po pół roku używania i z każdym nowym rokiem.