Leniwe psiastka z masłem orzechowym.

Znalazłam w lodówce jeszcze nie otwarte, aczkolwiek dawno kupione masło orzechowe które ktoś kiedyś nabył. Sprawdziłam datę, jeszcze w porządku i wklepałam w pinteresta "peanut butter dog cookies". Nikt z naszej ludzkiej części rodziny masła jeść nie chciał, za to mudiki jak najbardziej. Przeglądałam przepisy szukając takiego, który będzie i prosty i bezpieczny dla Lucjanowego żołądka. Odpadły te z mlekiem, proszkiem do pieczenia i innymi udziwnieniami, po czym przypomniałam sobie że ej, ale czy masło orzechowe samo w sobie będzie okej?

"Orzeszki ziemne są bogate w białko, zawierają zdrowe tłuszcze, witaminy E i H, które pomagają w utrzymaniu psiej sierści lśniącej i zdrowej. Masło orzechowe ma dużo kalorii więc należy podawać je psu z umiarem. Dla małego psa 1 łyżeczka masła orzechowego w zupełności wystarczy. Duży pies powinien zadowolić się 1 łyżką masła dziennie. Nie ma też potrzeby podawania go codziennie np. co drugi dzień w zupełności wystarczy."  źródło
  • Dwie i pół szklanki mąki. (Jakiejkolwiek.)
  • Pół szklanki otrąb tudzież siemienia lnianego, ja dodałam trochę obu.
  • Jajko. (Zamiennie można dodać trzy łyżki oleju.)
  • 3/4 szklanki masła orzechowego.
  • 3/4 szklanki wody.
W porządku, w takim razie przepis. Oczywiście nie obyło się bez mojej modyfikacji, podaję więc ostatecznie autorski. Prosty, szybki i wygodny. :) Rozgrzewamy piekarnik do 175 stopni Celsjusza. Wszystkie składniki zagniatamy, masa powinna się nie kleić i być bardzo zwarta. Można rozwałkowywać ją nawet bez posypywania powierzchni mąką. Jajko można zastąpić olejem roślinnym, w temacie dodatków wszelkie algi itp.
Wałkujemy na szerokość około pół cm, wycinamy w co się komu podoba i pieczemy 20 minut. Masa jak widać nie musi mieć bardzo jednolitego koloru, mi się nie chciało dłużej zagniatać, a i tak wszystko jest jak należy. Pamiętamy żeby wybierać masło orzechowe bez dodatków chemicznych, soli i cukru.
Ostatecznie wygląda to tak, zawartość masła orzechowego stosunkowo nie jest duża, także myślę że można podawać bez obaw na spacerkach. Lucjanowi nie zaszkodziło, wszystkim czworonogom życzę smacznego. :D

O bieganiu znów.

Pół roku biegania mi pyknęło jakoś koło 18 czerwca. Co można zrobić przez pół roku?
Najdłuższy dystans: 15 km ciągłym biegiem, czas 96 min.
Rekordy czasowe: 10 km w 61 minut, 5 km w 28 min.
Ponad 100 km przebiegniętych każdego miesiąca, w warunkach przez las, na bieżni, przez park, deszcz, upały, wiatr prosto w twarz i na początku nawet w śniegu i po lodzie. (Do tego doszczętnie znienawidziłam endomondo.)


Co ja mogę powiedzieć po tym czasie... Jedyne czego żałuję, to to, że nie zaczęłam wcześniej, a gdybym mogła uściskałabym tamtą siebie z grudnia, za to że wyszła pierwszy raz pokojotować wokół jeziora. Polecam każdemu, wystarczy się pozmuszać, a można i z pieskami. Mudiki mnie uwielbiają za te kilometry w łapach, wcale nie trzeba mieć supersprzętu. Ja obwiązuję się smyczą, podpinam pieski na dwójnik z amortyzatorem do tejże smyczy, tylko szelki mamy porządne (Lucjan szorki, z racji faktu że to on jest 'liderem', Gaś tour ze względu że ona nie lubi ciągać).

W temacie co powinno być porządne, poza szelkami mówię głośno, buty. Ja osobiście odczułam niesamowitą różnicę, gdy dzięki mamie ostatnio zmieniłam kalenji na asics. Na początek jednak, wystarczy cokolwiek aż do czasu kiedy 5 km będziemy w stanie przebiec bez zatrzymywania się. Apeluję także, na początek spróbować bieżni. Bieżnia ma automatyczne ustawienia tempa biegu, co wspaniale uczy równo oddychać jeżeli nie mamy trenera. Ja nie miałam, miałam za to karnet na siłownię, też podziałało.

Bieżnia też wspaniale asekuruje i uczy rytmu, w prawdzie potem w terenie bieganie wydaje się rzeźnią, ale ja zwyczajnie wychodziłam w teren i koniec, kropka. Nie ma wymówek, nie ma że się nie chce. Odkryłam za to ciekawą zasadę... Im bardziej się nie chce wyjść, tym lepszy bieg. :D Na początek nie wstydzimy się kojotowania (czyli marszobiegu), od czegoś trzeba zacząć. Każdy biegacz zaczynał marszobiegiem! Skoro już się wymądrzam, to też powiem, nie za szybko. Zaczęłam od truchtania 8km/h i podnosiłam prędkość aż do teraźniejszego 9-10 km/h w terenie w różnych warunkach. Staramy się pobiec byle dłużej, ale nie na siłę.

Psy komend na kierunki nauczyły mi się same, z czasem. Nic specjalnego nie robiłam, tak samo jak nie uczyłam ich specjalnie dopasowywać się do mojego tempa. Używałam jedynie komendy naprzód, którą mudiki znają z agility i spacerów. Generalnie, wystarczy wyjść i biec, wychodzić tak dzielnie od trzech do czterech razy w tygodniu, pobiegać. Może nie od razu dyszkę, ale tyle ile dacie radę. Naprawdę, warto, sześć miesięcy od dzisiaj, możesz być w stanie ze swoim psem przebiec 15 km w przyzwoitym czasie i z uśmiechem. :D