Lucjan też ma sukcesy.

Lucuś nie jest pieskiem sportowym i za swoje sukcesy nie dostaje medali, ale daję słowo, zajmuje zawsze pierwsze lokaty! Już tłumaczę. :D Ru z powodu problemów z sercem jest nerwowym psem, jak to mudi wszystko go ekscytuje, a w jego wypadku często ekscytacja skutkowała bólem i gorszym samopoczuciem. To prowadziło do pewnych problematycznych nawyków typu pasanie ludzi, obszczekiwanie ich lub też strach przed niektórymi osobnikami. Czekoladowy także bardzo bał się wody, nawet jeśli pływanie działa na jego serce w lecie cudownie, bo może się zmęczyć bez przegrzewania.
Długo pracowałam nad jego samokontrolą, został mistrzem chodzenia na kontakcie, siadwarujwstań, doskonałych przywołań i pięknych zostań. Gdyby nie fakt, że nie chcę go narażać na stresy pewnie chętnie pojechałabym z nim na zawody. Do tego doszły trudne ćwiczenia typu ulubione smaczki na otwartej dłoni, które zabrać można tylko na komendę zwalniającą. Zostawanie, kiedy ja bawię się z czarną ukochaną piłką, albo uciekam z szarpaczkiem. Wszystko to, żeby Ru nauczył się panować nad swoimi emocjami.
Dużą rolę odegrała także moja mama, która z natury jest spokojniejsza niż ja. To ona ignorowała schizy Ru, zabierała go na długie spacery sam na sam i bawiła się piłeczką. Była jego lepszym przewodnikiem, tym od którego nie odbierał nerwowych sygnałów, tym który się nie spinał. To dzięki niej przestał buczeć na ludzi na chodnikach i przestał się bać mijać ich w ciasnych przejściach. To był jeden z pierwszych kroków, można było bez szczekania, strachu i nerwów iść z Lu chodnikiem.
Potem zaczęło się udawać odwoływać Ru zanim zareagował na człowieka. Wołałam, nagradzałam masą czułości i żarciem i piesek zapominał że jakiś człowiek tam jest, a ja zapinałam go na smycz i spokojnie przechodziliśmy obok. To było opanowane, potem pozwalałam czarnej mijać człowieka luzem, a Ru był wołany i zapinany. Dzięki temu już nie bałam się o czekoladowego na wspólnych spacerach, on się wcale już nie stresował i cały spacer był dla nas czystą przyjemnością. Szczególnie, że przez to tłuczenie obi czekoladowy ma lepsze przywołanie czasami od czarnej. ;) Dzisiaj nadszedł ten dzień, kiedy Lu minął człowieka w towarzystwie moim i czarnej biegając luzem. To nie byle jak, bo najpierw wyminął jednego z wielu nad jeziorem rybaków, a potem nie wystraszył się człowieka który nagle wyszedł z alejki obok i szedł centralnie na nas. Jestem najdumniejsza na świecie. W tamtym roku za to pokonał lęki przed wodą i w tym roku pływa jak wydra. Upały więc znosi świetnie i jest najszczęśliwszym, najgrzeczniejszym pieseczkiem i jesteśmy z nim wszyscy bardzo szczęśliwi. Wszystko da się jednak przepracować, trzeba tylko spokojnie i cierpliwie dążyć do celu.

Muzyka dla psa?

To będzie dosyć dziwny ale chyba ciekawy post. Tracąc życie na pintereście natknęłam się kiedyś na "muzykę relaksującą dla psów". Mając w domu moją mieszankę jednorożca z mudikiem i haszczakiem, dałam się skusić i zapisałam stronkę do wypróbowania w jakiejś trudnej dla Ru sytuacji. Szczerze raczej traktowałam to jak zabawę niż serio sądziłam że coś da. 
Nadszedł odpowiedni dzień, Ru wyjątkowo bardzo nienawidzi płaczu dziecka sąsiadów. Dziecko jak dziecko, płacze i nie mam co na to poradzić. Czekoladowy się denerwuje, ja sięgam po pomoce typu: zajmowanie uwagi (mało skuteczne o drugiej w nocy kiedy masz ochotę spać), napary lawendowe (średnio skuteczne) i w ostateczności leki uspokajające. Generalnie nie jestem skłonna do podawania Luckowi leków nawet jeśli się stresuje, za to czasami trzeba było. O pierwszej w nocy czekoladowy poderwał się z buczeniem, a ja uznałam że zobaczymy tą relaksującą muzykę. Mi w spaniu mało co przeszkadza, odpaliłam więc playlistę i obserwowałam.
Głównie posiłkowałam się o tą stroną. Patrzyłam jak mój pies o dziwo powoli przestaje łazić i buczeć, aż wreszcie układa się na posłaniu i zasypia. Chwilę potem ja sama spałam spokojnie aż do rana, a Luc nie zareagował na płacz ani razu. Na Ru się sprawdza, tak, świetnie bo nie lubię karmić go lekami w stresujących sytuacjach, aczkolwiek mam jeszcze drugiego pieseczka.
Pieseczka który niewybiegany demoluje klatkę w mieszkaniu mojego chłopaka. Już i tak byłam zadowolona że robi to cicho, kiedyś jeszcze darła mordę. Rozumiem, że mudi pies pracujący, że spacer i tak dalej, lecz nie zawsze mogę zabrać psa przed wyjściem na dwie godziny spaceru. Ale ona jest przecież moją drugą połową teamu, no eeej! Jak ja mogę ją zostawiać całkiem samą?! Starałam się zawsze zdążać na spacerek i najlepiej jeszcze trening, są jednak dni kiedy czas akurat będę miała jak wrócę. Wpakowałam psa do klatki, zakryłam klatkę kocykiem, odpaliłam playlistę i pojechaliśmy z Karolem na zakupy. Nie powiem, żebym nie była zaskoczona. Zwykle czarne rozpoczyna demolkę od przewrócenia miski z wodą, następnie usiłuje wciągnąć kocyk do klatki pomiędzy prętami. Tworzy w ten sposób malownicze dziury pomijając już fakt że wszystko jest mokre... Po powrocie pierwsze co zwróciło moją uwagę, to fakt że kocyk pozostał nietknięty. Po chwili przypomniałam sobie że nie zabrałam miski z wodą z klatki. Wyłączyłam muzykę i zajrzałam do środka. Sucho. Czysto. Pies cieszy się że przyjechałam, bez zbędnych histerii. Sama radość, teraz mogę zostawiać wariatkę poza domem bez zasuwania specjalnie na spacer zawsze kiedy mam ochotę gdzieś wyjść bez psa. :) Ciekawostka, w domu ta paskuda zostaje sama i po kilka godzin bez problemu. Pewnie brak jej towarzystwa Ru. Podsumowując, na moje psy muzyka relaksacyjna działa jak powinna i chętnie jej używam. Myślę że głośnym mudikom jest trochę lepiej kiedy coś słyszą, jak inne pieski, tego nie wiem.

Dlaczego nie chcesz mieć mudika...

Wylazło tych postów dlaczego nie chcesz aussie, bc, yorka, tego, tamtego... Tyle że moim zdaniem wszystko to kochane i fajne pieski w zestawieniu z węgierskimi diabłami. Mudi robią się niestety powoli popularne, bo fajnie biegają agility, wyglądają super na obi, oczywiście, są cudowne do pracy. W życiu codziennym jednak wygląda to nieco gorzej.
1. Mudi szczekają. Mnóstwo, zawsze i niemalże bez przerwy. Szczekają bo coś chcą, bo czegoś nie chcą, bo się cieszą i bo są złe. Właściwie nie przestają szczekać. Ktoś kto nas zna może powiedzieć że tak, ale przecież czarne tak ślicznie cichutko czeka przy płocie na treningach. Czeka, za to na torze kłapie mordą jak opętana, ponadto sporo pracy włożyłam w to żeby zamknęła japę jak czeka na swoją kolej, a i tak nie zawsze potrafi wytrzymać. Stróżują w każdą porę dnia i nocy i nawet ptaszek nie przefrunie obok naszego okna nie zauważony i nie zapowiedziany odpowiednim darciem mordy. Na spacerach każde ciągle coś obszczekuje albo ogólnie wyśpiewuje peany pt. "ochjakcudowniespacerrowerbiegankotaktaktak"... Mi to nie przeszkadza, lecz jeśli nie lubisz szczekania, to zaufaj mi, mudików też nie lubisz. :D
2. Mudi pasą. Wszystko. Dosłownie, wszystko, jedne pasą inne psy, drugie dzieci, trzecie ludzi, inne jeszcze wszystko co w jakikolwiek sposób przypomina owcę. (Pasą też szczekając.) Pasą nawet siebie wzajemnie! Lu nadal twierdzi że każdy człowiek/inny pies to owca, czarne odwołuje się bez problemu co nie zmienia faktu że gdyby nie mój pełen furii, niezbyt cenzuralny ryk to chętnie przyprowadziłaby mi każdą napotkaną istotę żywą. Co gorsza, Gaszka jest na tyle szybka żeby taką dla przykładu sarnę czasami dać radę zawrócić. Wyobrażasz sobie, czytelniku, twojego kochanego pieska naganiającego centralnie na ciebie gigantyczną łanię? Kiedyś biegając z psami po lesie wywaliłam się o szaraka, którego moje pociechy wgoniły mi prosto pod nogi. Sama przyjemność. Nie mówię, że nie da się tego oduczyć, weźmy pod uwagę że Gaszka jest odwoływalna i już nie klasyfikuje ludzi, innych psów oraz koni jako owieczki, co nie zmienia faktu że żeby tego dokonać nauczyłam się zdejmować buta i miotać nim w niecałe dwie sekundy. Nic innego niestety nie działało, w końcu mudi to psy pracujące, miały pasać wielkie węgierskie szare krowy! Co im tam, wrzaski...
3. Mudi ma tylko dwa stany: gotów do podboju świata oraz padam ze zmęczenia. Potrzebują mnóstwo ruchu, minimum godzinę dziennie spaceru luzem niezależnie od pogody (albo więcej jeśli ma się czas, ja poświęcam tyle czasu na spacery, ile tylko mogę). Jest ciepło, to wychodzimy wcześnie/bardzo późno ze względu na serce Ru, jest lodowato zimno też wychodzimy, pada deszcz, wali gradem... Nieważne. Pieski muszą wyjść. Co jeśli nie? Po dwóch dniach bez spacerku czarne wyszarpała w moim łóżku dziurę na tyle dużą, żeby tam wleźć i borować dalej, Ru urządzał rajdy na trasie parapet - legowisko demolując wszystko po drodze, pomijając już fakt jak obdrapane były drzwi. Na szczęście ja zawsze mam czas na spacer, a jeśli jestem chora to wychodzi albo Karol, albo moja mama. Są plusy, wybiegane mudiki są aniołkami i całe dnie drzemią bez ruchu na posłanku. :)
4. Mudi są brudne. Patrz punkt wyżej, skoro potrzebują ruchu, to rzecz jasna że są wiecznie albo ubłocone, albo mokre, albo znowu mają w futrze gałązki/piach/liście, w dodatku cudowne loczki łapią szaleńczą ilość brudu. Mudiki kochają spanie z właścicielem i zawsze cały ten syf wnoszą na sobie do łóżka. Sama przyjemność. :) Nie muszę chyba wspominać o kłakach wszędzie..?
5. Mudi nie lubią innych psów i ludzi. Jakkolwiek z ludźmi jako tako to jest, moje to nawet czasami lubią dać się pogłaskać jak mają humor, to z psami zawsze jest tak samo. Zwykłam mawiać, że moje psy mają pewną "strefę osobistą" i po naruszeniu strefy wcale nie stronią od pokazania zębami że nie życzą sobie kontaktów. Nie są konfliktowe same w sobie, co nie zmienia faktu że nie bawią się z obcymi psami, nie pozwalają się dotykać i w ogóle dla nich inne psy mogłyby nie istnieć. Czasami jak jednak raz na jakiś dłuższy czas mudiki mają humor na zabawę to niewiele psów rozumie ich zachęty. Jak się łatwo domyślić, zachęcają szczekaniem.
6. Mudi muszą pracować. Zdarzają się takie ewenementy umysłowe jak Lucjan, mój mix jednorożca z mudikiem i haszczakiem, aczkolwiek większość mudików potrzebuje wyzwań. Zostały wyhodowane po to, żeby być prawą ręką swojego pana, psem do niemal wszystkiego i najszczęśliwsze są pracując. Oczywiście, w pracy są cudowne, czarne jest gotowa spełnić każde może życzenie i to dając z siebie nawet ponad sto procent możliwości. :) Jeśli nie dasz im zadań, same je sobie znajdą. Mogą zawsze bronić cię przed całym światem, przyprowadzić każdą żywą istotę (na pewno należy do pańci i się zgubiła...), zmienić wystrój wnętrz lub pilnować każdego twojego przedmiotu przed domownikami. Wszystko zależy co im akurat wpadnie do łebka.
Kocham małe czarne mimo że pasie, mimo że się drze i wymaga ode mnie codziennego spaceru i kilku treningów w tygodniu. Jest wszystkim tym, czego oczekiwałam od psa, wymagająca i gotowa na każde zadanie. Idealna druga połowa teamu, uważna, dokładna, szybka, pełna entuzjazmu i zrównoważona. Nauczyłam się w porę ją odwoływać, mieć oczy dookoła głowy i przypominać żeby zachowywała się jak należy. Rozczula mnie mój mały głupiutki Ru chociaż pasie wszystko, potrafi boleśnie uderzyć mnie tym pustym łebkiem i łatwo daje się wciągnąć w pyskówki i bójki (na szczęście jest na tyle tchórzliwy że zawsze bójki są na niby :D), za to z pełnią zaangażowania ciągnie mnie jak prawdziwy lider zaprzęgu gdy biegamy i całym sobą okazuje mi swój zachwyt gdy podpinam go do roweru. Jest najsłodszym pieskiem świata ze swoimi umizgami i dyskusjami. Tak, moje diabły dosyć łatwo doprowadzały mnie do szału. Kiedyś. Teraz się przyzwyczaiłam i ich szaleństwa traktuję z dystansem, nauczyłam się zapobiegać sytuacjom których sobie nie życzę. Panuję nad swoimi mudikami i jestem szczęśliwa żyjąc z nimi, co nie zmienia faktu że sądzę, że nie każdy poradziłby sobie z wychowaniem takiego potworka. Są krnąbrne, złośliwe, szalone, pełne energii, wymagają czasu, cierpliwości i konsekwentnego prowadzenia, czasami nawet ciężkiej ręki. Popełniłam wiele błędów które musiałam długo naprawiać, ale nie zmieniłabym swojej decyzji nigdy. Uwielbiam każdą chwilę spędzoną z moimi węgierskimi diablętami, szczekanie jest dla mnie muzyką, wylewnie wychwalam przerwanie pogoni za sarenką i odruchowo już syczę "grzecznie!" mijając obce psy/ludzi. Nazywam często Gaszkę panną doskonałą albo księżniczką perfekcją. Bo mudi są doskonałe, mając dobrego przewodnika. :)

Trochę sukcesów.

Nie pisałam na blogu, ale czarne i ja dorobiłyśmy się trochę sukcesów w tym naszym agility. Między innymi możemy już sobie wpisać MA2, chociaż nie startujemy jeszcze w tej klasie. Szczerze mówiąc nie czuję się jeszcze na tyle pewnie i chciałabym popracować nad handlingiem zanim przejdę tę klasę wyżej. Najpierw takie podsumowanie zaczynając dajmy na to od Wielkiej Partynickiej. Są jeszcze miejsca z zawodów sparingowych we Wrocławiu i coś z Czech, ale... no nie chce mi się szukać gdzie. :D
Wielka Partynicka: 2. miejsce MA1, 1. miejsce MA1, 3. miejsce Agility Open, 4. miejsce Jumping Open, 2. miejsce klasyfikacja łączna Open. Agility Open DIS, Jumping Open DIS.

Faktor Strachu (Horka nad Moravou): 1. miejsce MA1, 2. miejsce MA1, 2. miejsce MA1, MA1 DIS.

Vopsion (Havlovice): 3. miejsce Jumping Open, Agility Open DIS, MA1 DIS.

Uzbierało się, no! :D Filmiki są zwykle gdzieś u nas na fb, fotek jak widać też jest trochę, nie szałowo dużo ale zawsze to coś. Co mogę powiedzieć... Czarne jest świetna, ja muszę pracować nad handlingiem. W prawdzie wyraźnie krzyczę komendy, biegnę, zdążam na zmiany, pamiętam tor bez problemu ale jeszcze macham tymi rękami co sporo psuje i wprowadza Gaszkę w wątpliwości. O mojej małej czarnej mogę się pochwalić tyle że na zawodach zasuwa jak u siebie na treningu, jest szybka, pewna i o wszystkim pamięta. Pokonałam swoje przeszkadzanie jej na wejściach do slalomu i teraz żaden obcy slalom jej nie straszny, strefki są szybkie i zawsze zaliczane, gdybym tylko nie machała rękami... Mamy nad czym pracować. :)
Należy też popracować nad zostawaniem tego diablęcia, bo oczywiście jest zbyt podniecona żeby w ogóle myśleć o dłuższym siedzeniu w miejscu. Tak słowem podsumowania. :)