Aktualizacja: Miesiąc biegania.

Już minął miesiąc od kiedy pierwszy raz zacisnęłam zęby i wyszłam z psami w teren. Biegać. Dziś endomondo pozwoliło mi na zmierzenie pewnych danych nt mojej trasy "klasycznej". Mogę więc pochwalić się że biegniemy średnio 8 km/h, z czego właśnie biegamy godzinę i robimy podczas niej kilometrów osiem. Ale, ale, to nie wszystko.
Moje najszybsze tempo to 19 km/h! Nie mam pojęcia jak my to robimy, ale nie biegam z psami cięgiem jednym, a raczej biegnę jakiś czas, potem idę, znów biegnę. To pozwala mi na złapanie oddechu i również pozwala złapać go psom. Teraz pozwolę sobie na trochę omówienia jak biegam z dwoma psami, a jak z każdym osobno, bo to spora różnica.
Generalnie tym, który lubi biegać jest Ru. Zwykłam mawiać, że to nie mudi, a taki mały, pokręcony haszczak. :D On kocha napinać linkę do granic możliwości i pruć ile sił w łapach, przy czym od kiedy weterynarz powiadomił mnie że bieganie nie nadwyręża jego serduszka, oto co Turbodrzyryj kocha najbardziej. (I jest w tym naprawdę turbo!) Staram się go nie przemęczać i z nim biegam tylko trzy lub cztery razy na tydzień. Wspomniałam w poprzednim poście że biegamy tylko te cztery, trzy dni. No, od jakiegoś czasu biegam codziennie. :D Kiedy biegam z Ru, zwykle ona też z nami jest i on ją motywuje do trzymania tempa, za to z samą czarną bieganie na lince... To głupia idea.
Gaszka nie poczuwa się haszczakiem, a biega na lince tylko wtedy, kiedy czekoladowy na nią poburkuje i szarpie za futro gdy zwalnia. (Lider zaprzęgu, hahaha.) Sama woli biegać luzem obok mnie, poszczypywać mnie bezczelnie po łydkach i okrążać jak owieczkę. :D Ktoś tu chyba czuje swoje pasterskie korzenie. Także kiedy idę biegać tylko z małą czarną, pozwalam jej biegać luzem samotnie. Przynajmniej dzięki temu przestała całkiem już prób pasienia rowerów i innych biegaczy. Na lince okropnie mnie plącze, nie ciągnie w ogóle i tak dalej. Dlatego uznałam, że skoro woli bez linki, to dobrze, niech tak będzie.
Na koniec jak za poprzednim razem, daję nutkę do biegania. :D

Liebster Blog Award

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Lili - My Sport Dog. Generalnie zwykle pewnie bym się nie bawiła w takie rzeczy, ale mam wolne i chwilę, więc... Okej.
O, nawet sobie takie logo przekleję, a co! :D Zasady też przekleję: "Nominację do zabawy otrzymuję się od innego blogera w ramach uznania za ''dobrze wykonaną robotę''. Należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała a następnie nominować kolejne 11 osób (informując ich o tym) oraz zadać im 11 pytań. Nie można nominować która nominowała Ciebie. :)" Nie wiem czy będę w ogóle nominować, ale na pytania odpowiem, przy okazji wepchnę tutaj trochę fot z zimowych spacerów.
1. Wasz ulubiony psi sport?
Agility, oczywiście! :D Lubimy jeszcze ostatnio zaczęty amatorski canicross, dogtrekking też jest świetny.

2. Jaka jest ulubiona zabawka twojego psa?
Zależy którego. Lucjusz kocha różowego safestixa, Gaszka za to piszczące piłeczki i pana wiewióra ze skinnneeez.

3. W jakim sklepie internetowym najczęściej zamawiasz?
Zooplus, bo stamtąd zamawiamy karmy. Resztę typu zabawki wolę kupować w sklepach stacjonarnych, a smaczki robię sama. :P

4. Jaki był wasz największy sukces w 2014?
Pan Lu bez szwanku odstawił leki i czuje się mimo to świetnie to mój sukces jeśli o niego chodzi. Czarne za to trochę pozajmowała miejsc podiumowych w MA0 i jesteśmy gotowe na debiut w MA1.

5. Gdzie najchętniej udajesz się z psem?
Wszędzie! :D Dobra, najchętniej to do lasu czy jakiegoś innego spacerowego "nigdzie" gdzie może sobie hasać bez smyczy. Poza tym na teren agilitowy, o. :) Ogólnie, lubię zabierać ze sobą małe czarne wszędzie, za to Luca tam, gdzie najlepiej nie będzie nikogo poza nami.

6. Jak planujesz następny rok związany z twoim psem?
Lucysio zamieszka z moją mamą i będzie miał caaały wielki teren dla siebie, za to małe czarne od czerwca zamieszka ze mną i moim TŻem we Wrocławiu. Będziemy spacerować, biegać to z obojgiem, za to z Gaś pewnie podróżować i startować w MA1. :)

7. Jakie są twoje ulubione psie gadżety?
Eee... Piłeczki lubimy, na treningi agi, ponadto chyba szorki bo bieganie i tyle. Nie należę do osób które mają nie wiadomo ile tego. :P

8. Na co nigdy nie pozwoliłabyś swojemu psu?
Łażenie luzem po osiedlu i w okolicach jezdni, zabawa z piłeczkami i innymi "treningowymi" zabawkami sam na sam (nie przeżyłyby tego) i może jeszcze żarcie niewłaściwych rzeczy. O, jeszcze gryzienie wszystkiego, atakowanie ludzi/psów, hasanie luzem podczas cieczki w miejscach zaludnionych. Chyba tyle.

10. Co najczęściej zabierasz ze sobą na trening?
Agility: korki, piłeczki, pan wiewiór, miska, klucze do terenu, gotowane mięsko, telefon, miska składana i butelka wody. (W prawdzie na terenie zawsze jest woda, aczkolwiek w zimie się jej czasami zamarza.)
Canicross: szorki, pas, linki i amortyzatory, kamizelka, słuchawki z mp3, buty do biegania.

11. Skąd pomysł na imię dla swojego psa?
Gaszka miała mieć imię wygodnie skracające się, ale dziiiwne, takie, żeby żaden inny burek tak na imię nie miał, o! :D Lucjusz najpierw był Merau, bo uznałam że zabawnie będzie nazwać psa "kocio" i wołałam go Mru, potem z czasem okazało się że uroczy z niego chłopiec, także zaczęło się z Ru do Lulu, z Lulu - Lucjusz, a kiedy jest złośliwy - Lucyfer. :3

Teraz ponominuję, część minę, bo już byli nominowani, a nie widzę sensu w dublowaniu. :P Także nominuję:
Więcej nie czytam albo już mają posty z nominacji, wystarczy. :) Moje pytania:

1. Dlaczego akurat ten pies? (Ta rasa, nie inna etc.)
2. Jaki sport uprawiasz z psem, dlaczego ten?
3. Jaką karmę wciąga twój czterołap?
4. Najbardziej trwała i jednocześnie praktyczna zabawka twojego psa?
5. Masz jakiś sposób na brudnego psa po jesiennym spacerze w deszczu?
6. Podróżujesz z psem? (Tak/nie dlaczego?)
7. Co robisz z psem w domu?
8. Gdzie sypia twój pies?
9. Wspomnij najważniejszą waszą chwilę z roku 2014. :) 
10. Ubierasz się na spacer z psem praktycznie, ładnie czy też próbujesz to jakoś łączyć? 
11. Kim jest dla ciebie twój pies?

No, a teraz muszę pisać ludziom komentarze że nominowałam, patrzcie tylko ile kłopotu! ;) No nic, jak się bawić, to się bawić. Zawsze lubiłam takie zabawy... :D

O bieganiu słów kilka.

Nie będzie o bieganiu agility, o dziwo, a o bieganiu które rozpoczęłam najpierw samotnie z miesiąc temu, przyjaźniąc się z szkolną bieżnią. Że tak powiem, na bieżni jak na bieżni, przyjemnie, podłoże doskonałe, a na siłowni temperatura odpowiednia. Po paru tygodniach takiego przygotowania, pierwszy raz wyszłam w teren dokładnie dwa tygodnie temu, bo osiemnastego grudnia i... było strasznie. Na bieżni wyciągałam półtorej godziny marszobiegu, gdzie pilnując żeby przejść dokładnie tylko tyle czasu, ile pobiegłam, całościowo biegłam łącznie 45 minut. Po zejściu z bieżni choć ociekająca potem, czułam się jak młoda bogini i wręcz fruwałam, za to w terenie... Pierwszy raz pobiegłam tylko z czarną, bez podpięcia, na drugi dzień miałam ochotę się popłakać czując moje szalone zakwasy. Oczywiście, zakwasy trzeba rozbiegać... Za co?! No nic, po jakichś pięciu dniach udało mi się obudzić bez rwącego bólu w każdym mięśniu mojego ciała i właśnie wtedy zabrałam ze sobą na bieganie oba moje psy, tj i czarne i Ru, podpinając je do pasa trekkingowego. Pomnę, że pas trekkingowy mam po prostu okropny, pasek z gumy zapinany na zatrzask z zooplusa. :P Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, nie? Jako, że szorki które kiedyś burki otrzymały od Karola w prezencie okazały się nieco za szerokie, ubrałam psy w juliusy i poszło.
Fotki pochodzą z instagrama, także jakość szałowa nie będzie (tsa, jeszcze z aparatem biegać!), tak to wyglądało. Na następny dzień przypomniałam sobie jak bolały zakwasy we wszystkim i wyklęłam ideę juliusów jako szelek do biegania. Wspomniałam o szorkach, usiadłam z mamą przy maszynie i przystosowałyśmy szorki do użytku, po czym wyruszyłam w próbną trasę. Uściślę, że moje tereny niestety nie są równe, baa, równe i bezpieczne to ostatnie co można o nich powiedzieć. Mam do dyspozycji całkiem ładną ścieżkę, pełną kamieni i wznoszącą się stromo w górę, tudzież nagle opadającą. Trasa szczęśliwie ma dobre z 30 km w jedną stronę, więc jest gdzie poszaleć. Ruszyłam, obierając te elementy, gdzie nie muszę gwałtownie hamować przy mocnym zbieganiu w doł.
Tym razem, to zdecydowanie było 'to'! Mudiki wspaniale sobie radziły z wspomaganiem mnie, pruły z prawdziwą przyjemnością, a i mi było znacznie wygodniej. Niby jeden taki mudik waży zaledwie 10 kg, ale dwa to już łącznie 25 kg co jest połową mojej wagi. Jakie są jeszcze inne plusy biegania z psem? Ten widok! Uwielbiam podziwiać moje zachwycone sprintem, miękko poruszające się w szaleńczym tempie psy, to pomaga nie myśleć o zmęczeniu i daje motywację by biec dalej.
Wraz z nadejściem mrozów, a więc i śniegu obiecałam sobie że nie przestaję biegać. Ustaliłam że we wszystkie dni, podczas których nie mamy treningów, tj od trzech do czterech dni w tygodniu będę biegać minimum godzinę łącznie z przerwami na marsz. W zimie nie biega się jakoś bardzo inaczej, jest zimno, ale ja osobiście rozgrzewam się niemal błyskawicznie, co do nawierzchni, mogę jeszcze bardziej podziękować moim psom. Mudiki znają podstawowe komendy typu naprzód, prawa, lewa, wolniej i stój, więc kiedy ja czuję, że zaraz upadnę, drę się naprzód i czuję jak mój 'zaprzęg' pomaga mi złapać równowagę. Nie, żeby na pierwszej naszej śniegowej trasie nie było problemów... Raz mudiki pomyliły prawo z lewo, w skutku czego ja poleciałam wprost w śnieg. No ale tylko raz, poza tym na zakrętach szczególnie Ru jest niezawodny i mocno pomaga mi łapać równowagę.
Ponadto, wreszcie moje psy są na pewno wybiegane, szczególnie czarne, która zdaje się mieć nieposkromione pokłady energii. Wydaje mi się też, że lubią to bardziej niż takie sobie łażenie, już kiedy tylko założę mudikom szorki, na moje "gotowi?" napinają linki do granic możliwości, prężąc się chętnie do biegu. W temacie plusów biegania dla właściciela... Nie wiem, nie znam się, podpytajcie wujka google, ale podejrzewam że to wcale zdrowe. :) Zmieniłam więc codzienne godzinne spacery, na spacerobiegi. Biegnę początkowo w okolicy dwudziestu minut do jeziora, tam pozwalam psom trochę pobiegać luzem, wyrównuję oddech, odpoczywam, łażę, potem zakładam psom szorki i wracam znów dwudziestominutowym biegiem, Razem daje to zwykle godzinę, którą, mam nadzieję że z czasem będę w stanie 'rozciągnąć' i biec jeszcze dłużej. :) 
Może ktoś z czytelników postanowi sobie, ot, noworocznie również biegać ze swoim czterołapem? My polecamy, a ja piszę o tym publicznie, bo chcę się zmusić do biegania regularnie. :D Jakby mnie lenistwo złapało, to zerknę na bloga i pomyślę, że wstyd, pisałam że biegam, a się lenię! No, to szczęśliwego... :3


Na koniec nasza ulubiona nuta do biegania, w prawdzie tak ogólnie to niby nie mój styl, ale faktycznie biega się świetnie. W temacie wyposażenia do biegania szorki mamy z sali.pl, pasa nie polecam, jak uda mi się zdobyć coś sensowniejszego, to dam znać.