O bieganiu znów.

Pół roku biegania mi pyknęło jakoś koło 18 czerwca. Co można zrobić przez pół roku?
Najdłuższy dystans: 15 km ciągłym biegiem, czas 96 min.
Rekordy czasowe: 10 km w 61 minut, 5 km w 28 min.
Ponad 100 km przebiegniętych każdego miesiąca, w warunkach przez las, na bieżni, przez park, deszcz, upały, wiatr prosto w twarz i na początku nawet w śniegu i po lodzie. (Do tego doszczętnie znienawidziłam endomondo.)


Co ja mogę powiedzieć po tym czasie... Jedyne czego żałuję, to to, że nie zaczęłam wcześniej, a gdybym mogła uściskałabym tamtą siebie z grudnia, za to że wyszła pierwszy raz pokojotować wokół jeziora. Polecam każdemu, wystarczy się pozmuszać, a można i z pieskami. Mudiki mnie uwielbiają za te kilometry w łapach, wcale nie trzeba mieć supersprzętu. Ja obwiązuję się smyczą, podpinam pieski na dwójnik z amortyzatorem do tejże smyczy, tylko szelki mamy porządne (Lucjan szorki, z racji faktu że to on jest 'liderem', Gaś tour ze względu że ona nie lubi ciągać).

W temacie co powinno być porządne, poza szelkami mówię głośno, buty. Ja osobiście odczułam niesamowitą różnicę, gdy dzięki mamie ostatnio zmieniłam kalenji na asics. Na początek jednak, wystarczy cokolwiek aż do czasu kiedy 5 km będziemy w stanie przebiec bez zatrzymywania się. Apeluję także, na początek spróbować bieżni. Bieżnia ma automatyczne ustawienia tempa biegu, co wspaniale uczy równo oddychać jeżeli nie mamy trenera. Ja nie miałam, miałam za to karnet na siłownię, też podziałało.

Bieżnia też wspaniale asekuruje i uczy rytmu, w prawdzie potem w terenie bieganie wydaje się rzeźnią, ale ja zwyczajnie wychodziłam w teren i koniec, kropka. Nie ma wymówek, nie ma że się nie chce. Odkryłam za to ciekawą zasadę... Im bardziej się nie chce wyjść, tym lepszy bieg. :D Na początek nie wstydzimy się kojotowania (czyli marszobiegu), od czegoś trzeba zacząć. Każdy biegacz zaczynał marszobiegiem! Skoro już się wymądrzam, to też powiem, nie za szybko. Zaczęłam od truchtania 8km/h i podnosiłam prędkość aż do teraźniejszego 9-10 km/h w terenie w różnych warunkach. Staramy się pobiec byle dłużej, ale nie na siłę.

Psy komend na kierunki nauczyły mi się same, z czasem. Nic specjalnego nie robiłam, tak samo jak nie uczyłam ich specjalnie dopasowywać się do mojego tempa. Używałam jedynie komendy naprzód, którą mudiki znają z agility i spacerów. Generalnie, wystarczy wyjść i biec, wychodzić tak dzielnie od trzech do czterech razy w tygodniu, pobiegać. Może nie od razu dyszkę, ale tyle ile dacie radę. Naprawdę, warto, sześć miesięcy od dzisiaj, możesz być w stanie ze swoim psem przebiec 15 km w przyzwoitym czasie i z uśmiechem. :D

8 komentarzy:

  1. My też biegamy już od dłuższego czasu, ale z o wiele mniejszymi osiągnięciami od was. U nas cały czas są to marszobiegi, czasem około 5 km, czasem 8. Ostatnio moja motywacja bardzo spadła, ale postanowiłam się pozmuszać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy zaczynał od marszobiegów! Na motywację polecam fajną muzykę i szlaban na słuchanie jej poza bieganiem. :) Na mnie działa.

      Usuń
  2. To prawda, im bardziej mi się nie chce, tym bieg jest przyjemniejszy. Gdy startuję ze zbytnim podjaraniem za bardzo szarżuję, nie mogę złapać rytmu, wyrównać oddechu, zaczynam się spalać i strasznie szybko łapię zadyszkę :P.
    Też śmigam w asicsach, wysłużonych z resztą. Prują się niemiłosiernie, ale non stop są najwygodniejszymi butami świata <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi asicsy jeszcze nie padły, ale mam je od ponad tygodnia dopiero. Za to zniknął ból biodra i odciski, także kocham je mocno. :D Do tego moje są białe i w związku z tym często je myję, a schną sobie w niecałe dwa dni i nawet pralki nie używam. (Nadal są białe, wow.) W temacie zadyszki, mi się jakoś udaje kontrolować oddech, przy podbiegach jest najciężej.

      Usuń
  3. Kurczę a ja z kolei miałam już dwa podejścia do biegania i jakoś szybko mi motywacja siadała. Czekam na trzeci rzut ! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno nasz instagram jest motywujący, gdzieś tak czytałam. :D

      Usuń
  4. Super! Ja się wreszcie zwlekłam z kanapy i też zaczęłam biegać. Na razie nie śmiało i bez psów, z interwałami dobiegam do 3,40 km. Niesamowite jest to, że mój pierwszy bieg prawie wyrwał mi płuca i przyprawił o zawał, a teraz? No normalnie biegam coraz szybciej i coraz dalej, kocham takie szybkie, widoczne efekty. Może za jakiś czas też zabiorę ze sobą psiaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uczyłam się na bieżni bez psów i generalnie polecam. :)

      Usuń