Małe czarne w Karkonoszach.

Ten wpis sponsoruje instagram, ponieważ zapomniałam na tą naszą wyprawę zabrać aparatu, więc wszystko uwieczniałam telefonem. Też się udało, a że nieco żałowałam, obiecałam sobie że kiedyś, kiedyś gdy powiększy nam się skład, wrócimy raz jeszcze do Karpacza.


Zdobycie Śnieżki ma dosyć zabawną historię. Pierwszego dnia planowaliśmy tylko przejść się zobaczyć Budniki, ale najpierw zainteresowała nas Ponura Kaskada, którą weszliśmy na Skalny Stół (1281 mnpm.), troszkę nas to zdziwiło bo tylko planowaliśmy zboczyć na tę jakąś kaskadę i wrócić na Budniki... Ale co tam! Było już zdaniem Karola blisko Śnieżki, nam szło się dobrze, więc czemu nie iść dalej? Ruszyliśmy więc na Sowią Przełęcz (1164 mnpm.) i dalej.


Widoki były warte każdego kroku, szlaki moim zdaniem łatwe i przyjemne dla psa. Planuję kiedyś, kiedyś zabrać tam małego mudika bo w porównaniu do Małej Fatry droga była prosta i przyjemna. Czarne maszerowała w zwykłych szelkach na smyczce, ani razu nie potrzebowałam jej pomagać ani brać do plecaka.


Wejście na Śnieżkę (1602 mnpm.) było męczące, ale również niezbyt wymagające. Do każdego budynku można było wejść z psem bez problemu, ale naszym celem był Dom Śląski gdzie chcieliśmy zatrzymać się na obiad. Tutaj również nie było problemu z psem, czarne padła pod stołem, a my spokojnie zjedliśmy. Na przyszłość dowiedzieliśmy się że można w schroniskach nocować spokojnie z czworonogiem. Kusząca propozycja w perspektywie wędrówki od schroniska do schroniska.


Mieliśmy już wracać, ale trochę pobłądziliśmy czego ani ani odrobinkę nie żałuję! Widoki były oszałamiające, wzdychałam co krok i bardzo żałowałam, że nie mogę tam zostać. Czarne taplała się radośnie w wodzie i tylko moje ostrzeżenia powstrzymywały ją od pogoni nad żabami, których było mnóstwo.


W ten sposób dotarliśmy... gdzieś na pewno, zawróciliśmy więc i udało nam się odnaleźć Spaloną Strażnicę (1430 mnpm.) skąd ruszyliśmy do "Samotni" i dalej w dół, do Polany. Po drodze widzieliśmy Mały Kocioł, górskie jezioro które koniecznie chciał mi pokazać Karol. Nie powiem, było warte zobaczenia.


Karkonosze o tej porze roku są oszałamiająco piękne, temperatura na szczytach jest przyjemna (przynajmniej dla mnie, lubię okolice pięciu stopni Celsjusza) ale wciąż tu i ówdzie zalegają plamy śniegu, co dodaje górom uroku. Karkonoski park narodowy zezwala na wprowadzanie psów na smyczy, a szlaki nie są wybitnie ciężkie dlatego każdemu posiadaczowi czworonoga polecam wyprawę w te góry. Czarne od czasu do czasu pomykała luzem, ale nie pozwalałam jej się oddalać i większość drogi wolałam mieć ją jednak na smyczy.


Dalszą część naszego pobytu zajęła między innymi wizyta w miasteczku westernowym, które pamiętałam z wycieczki z dzieciństwa. Przez dziesięć lat nic się nie zmieniło, co bardzo mnie ucieszyło, a owo miejsce oczarowało mnie dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem. Ponadto, to świetna okazja na socjalizację psa, wokół dużo hałasu, strzałów, zwierząt i obcych ludzi, dlatego też chcę tam się wybrać jak będę już miała młodszego czworonoga. Nie, żeby to miało być wcześnie, pewnie za jakieś trzy lata... :D
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Krystyna Debora Tokaruk (@wartownikwiatru)


Karpacz poza górami oferuje również kilka ślicznych jezior, w których Gaszka mogła popływać. Ponadto, do każdego sklepu z pamiątkami wchodziłam z nią bez problemu. To bardzo komfortowe jeśli się nie lubi zostawiać psa samego w obcym miejscu, a ja tego właśnie raczej nie lubię. Mieszkaliśmy w pensjonacie na ulicy Jana Matejki numer 30, nazwy nie posiada, dlatego też wskazuję lokalizację. Właściciel bardzo miły, miejsce blisko gór i moim zdaniem wcale ładne, także też polecam.


Na dzień przed wyjazdem wybraliśmy się do Budnik. Budniki to zapomniana i nieistniejąca już wioska górska, pozostały po niej fundamenty domów i potok. Miejsce miało cudowny klimat, szczególnie że każde miejsce w którym stał dom wyposażone jest w dokładny opis, oraz zdjęcie domu za czasów gdy Budniki istniały. Gaszka szalała w tamtejszym strumieniu o wdzięcznej nazwie Malina, podczas gdy my poznawaliśmy historię zapomnianej wioski...

3 komentarze:

  1. Super wyprawa :D. Też byłam kiedyś w tym miasteczku :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Góry to chyba najpiękniejsze miejsce do spacerowania. My niestety jeszcze nie byliśmy, tak samo jak nad morzem, dlatego koniecznie musimy to nadrobić w tym roku :). A tą trasą szłam jako 4-latka, właściwie nic nie pamiętam poza obiadem w schronisku :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała wyprawa! I cenna informacja dotycząca noclegów - nagle weekend w górach wydaje się zupełnie realny :>

    OdpowiedzUsuń