O bieganiu słów kilka.

Nie będzie o bieganiu agility, o dziwo, a o bieganiu które rozpoczęłam najpierw samotnie z miesiąc temu, przyjaźniąc się z szkolną bieżnią. Że tak powiem, na bieżni jak na bieżni, przyjemnie, podłoże doskonałe, a na siłowni temperatura odpowiednia. Po paru tygodniach takiego przygotowania, pierwszy raz wyszłam w teren dokładnie dwa tygodnie temu, bo osiemnastego grudnia i... było strasznie. Na bieżni wyciągałam półtorej godziny marszobiegu, gdzie pilnując żeby przejść dokładnie tylko tyle czasu, ile pobiegłam, całościowo biegłam łącznie 45 minut. Po zejściu z bieżni choć ociekająca potem, czułam się jak młoda bogini i wręcz fruwałam, za to w terenie... Pierwszy raz pobiegłam tylko z czarną, bez podpięcia, na drugi dzień miałam ochotę się popłakać czując moje szalone zakwasy. Oczywiście, zakwasy trzeba rozbiegać... Za co?! No nic, po jakichś pięciu dniach udało mi się obudzić bez rwącego bólu w każdym mięśniu mojego ciała i właśnie wtedy zabrałam ze sobą na bieganie oba moje psy, tj i czarne i Ru, podpinając je do pasa trekkingowego. Pomnę, że pas trekkingowy mam po prostu okropny, pasek z gumy zapinany na zatrzask z zooplusa. :P Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, nie? Jako, że szorki które kiedyś burki otrzymały od Karola w prezencie okazały się nieco za szerokie, ubrałam psy w juliusy i poszło.
Fotki pochodzą z instagrama, także jakość szałowa nie będzie (tsa, jeszcze z aparatem biegać!), tak to wyglądało. Na następny dzień przypomniałam sobie jak bolały zakwasy we wszystkim i wyklęłam ideę juliusów jako szelek do biegania. Wspomniałam o szorkach, usiadłam z mamą przy maszynie i przystosowałyśmy szorki do użytku, po czym wyruszyłam w próbną trasę. Uściślę, że moje tereny niestety nie są równe, baa, równe i bezpieczne to ostatnie co można o nich powiedzieć. Mam do dyspozycji całkiem ładną ścieżkę, pełną kamieni i wznoszącą się stromo w górę, tudzież nagle opadającą. Trasa szczęśliwie ma dobre z 30 km w jedną stronę, więc jest gdzie poszaleć. Ruszyłam, obierając te elementy, gdzie nie muszę gwałtownie hamować przy mocnym zbieganiu w doł.
Tym razem, to zdecydowanie było 'to'! Mudiki wspaniale sobie radziły z wspomaganiem mnie, pruły z prawdziwą przyjemnością, a i mi było znacznie wygodniej. Niby jeden taki mudik waży zaledwie 10 kg, ale dwa to już łącznie 25 kg co jest połową mojej wagi. Jakie są jeszcze inne plusy biegania z psem? Ten widok! Uwielbiam podziwiać moje zachwycone sprintem, miękko poruszające się w szaleńczym tempie psy, to pomaga nie myśleć o zmęczeniu i daje motywację by biec dalej.
Wraz z nadejściem mrozów, a więc i śniegu obiecałam sobie że nie przestaję biegać. Ustaliłam że we wszystkie dni, podczas których nie mamy treningów, tj od trzech do czterech dni w tygodniu będę biegać minimum godzinę łącznie z przerwami na marsz. W zimie nie biega się jakoś bardzo inaczej, jest zimno, ale ja osobiście rozgrzewam się niemal błyskawicznie, co do nawierzchni, mogę jeszcze bardziej podziękować moim psom. Mudiki znają podstawowe komendy typu naprzód, prawa, lewa, wolniej i stój, więc kiedy ja czuję, że zaraz upadnę, drę się naprzód i czuję jak mój 'zaprzęg' pomaga mi złapać równowagę. Nie, żeby na pierwszej naszej śniegowej trasie nie było problemów... Raz mudiki pomyliły prawo z lewo, w skutku czego ja poleciałam wprost w śnieg. No ale tylko raz, poza tym na zakrętach szczególnie Ru jest niezawodny i mocno pomaga mi łapać równowagę.
Ponadto, wreszcie moje psy są na pewno wybiegane, szczególnie czarne, która zdaje się mieć nieposkromione pokłady energii. Wydaje mi się też, że lubią to bardziej niż takie sobie łażenie, już kiedy tylko założę mudikom szorki, na moje "gotowi?" napinają linki do granic możliwości, prężąc się chętnie do biegu. W temacie plusów biegania dla właściciela... Nie wiem, nie znam się, podpytajcie wujka google, ale podejrzewam że to wcale zdrowe. :) Zmieniłam więc codzienne godzinne spacery, na spacerobiegi. Biegnę początkowo w okolicy dwudziestu minut do jeziora, tam pozwalam psom trochę pobiegać luzem, wyrównuję oddech, odpoczywam, łażę, potem zakładam psom szorki i wracam znów dwudziestominutowym biegiem, Razem daje to zwykle godzinę, którą, mam nadzieję że z czasem będę w stanie 'rozciągnąć' i biec jeszcze dłużej. :) 
Może ktoś z czytelników postanowi sobie, ot, noworocznie również biegać ze swoim czterołapem? My polecamy, a ja piszę o tym publicznie, bo chcę się zmusić do biegania regularnie. :D Jakby mnie lenistwo złapało, to zerknę na bloga i pomyślę, że wstyd, pisałam że biegam, a się lenię! No, to szczęśliwego... :3


Na koniec nasza ulubiona nuta do biegania, w prawdzie tak ogólnie to niby nie mój styl, ale faktycznie biega się świetnie. W temacie wyposażenia do biegania szorki mamy z sali.pl, pasa nie polecam, jak uda mi się zdobyć coś sensowniejszego, to dam znać.

6 komentarzy:

  1. Fakt, nie ma nic bardziej motywującego do biegania niż pędzący psiak przed sobą! Zawsze zastanawiałam się jak to jest zaczynać biegać na bieżni, a później przestawiać się na teren - już wiem ;) Ja na bieżni biegam tylko kiedy jest gorąco, bo wprost nie znoszę upałów.
    Zazdroszczę pagórków, bo po pewnym czasie bieganie po płaskim to straszna nuda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow - "od trzech do czterech dni w tygodniu będę biegać minimum godzinę łącznie z przerwami na marsz" - podziwiam, i trzymam kciuki, żeby całą zimę i nie tylko udało Wam się wytrwać w biegu. Nawet kiedy będzie za oknem breja, kiedy wiatr będzie dąć, żebyście kurczę polecieli w stronę jeziora. Muza faktycznie dobra do biegania, aż sobie chyba zapiszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam takie postanowienie, my raczej wybieraliśmy się na długie spacery do lasu,ale chciałabym już biegać z nim bez przerw na odpoczynek chociaż na takich osiedlowych biegach zbyt dużo rzeczy go rozprasza więc możliwe że i tak dalej będziemy biegać w lesie. Zresztą to większa przyjemność.
    Na pewno będę systematycznie zaglądać na tego bloga. Mudiki są moją ulubioną rasą, jeszcze kiedy nie były u nas zauważalne. Chciałabym bardziej poznać ich charakter. Na razie widujemy Jagodę ze Stefanem i jestem pod wrażeniem ich cudownej więzi i pracy :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostaliście nominowani do Liebster Bolg Award :)
    więcej.. http://lili-mysportdog.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. ja biegałam,no i biegam, ale dziś pierwszy raz z psami :)

    OdpowiedzUsuń