"Wolność na smyczy." - czyli flexi Vario.

To będzie nasza pierwsza obszerna recenzja! :D Na wprowadzenie testerami są dwa niszczycielskie, szalone mudiki którym nie tak łatwo dobrać sprzęt którego nie zdewastują. W dodatku ja też nie należę do osób które oszczędzają sprzęt przy używaniu. Zaczynamy...
Tak jak już wspominałam kilka postów temu, przy pomocy miłej wilczakowej cioteczki (o tu blog) która służyła udostępnianiem udało się Ru wygrać w konkursie sklepu zoologicznego Karusek smycz flexi Vario. Ja osobiście nie byłam wybitnie nigdy przekonana do smyczy typu flexi, wydawało mi się że taka linka niewiele może wytrzymać, za to uchwyt jest mało poręczny i ogólnie - ot, zabawka dla właścicieli psów do pięciu kilo najwięcej. Już sobie wyobrażałam jak to moje dziesięć kilogramów umięśnionego mudika leci jak torpeda do przodu i nagle blokada z trzaskiem się psuje. :P Zapewniam że takie diablę mimo niewielkich gabarytów ma swoją siłę.
Producent zapewnia że rozmiar M jest dla psów do dwudziestu kilogramów, uznałam więc że może da radę z mudikiem ważącym dziesięć? Wychodząc na spacer z jednym psem zazwyczaj biorę właśnie tę smycz, więc przeżyła poza szarżami Ru, również wariactwa Gaś. Gaś ma nieprzyjemny zwyczaj szarpania się sama ze sobą smyczą kiedy tylko się nudzi. Tym sposobem zakończyło swój żywot wiele smyczy, za to linka flexi zwyczajnie... nie da się szarpać. Rozsuwa się co skutecznie zniechęca moją niszczycielkę do dalszych zabaw. Dwie próby i po kłopocie. :) W dodatku taka flexi ma (widoczną na fotkach) latarkę, nie ma ona wybitnie mocnego światła ale na powroty wieczorem ze spacerów albo wieczorne wyskoczenie "na siku" wystarczy. Druga opcja latarki to czerwone, migoczące światełko, bardzo dobry pomysł! Mam trochę obsesję na punkcie bezpieczeństwa na drodze i od teraz będąc z psami mogę czuć się widoczna. :D
Flexi mam już dobrze ponad dwa tygodnie i nadal wciąganie i wyciąganie linki działa, mimo że Ru już wypróbował blokadę ciągnąc do oporu tudzież zrywając się nagle bez powodu. Za to wspaniale się z nim spaceruje, pięć metrów to wbrew pozorom niezły zasięg jeśli jesteśmy w miejscu gdzie nie można bez smyczy spacerować. Ponadto Vario wyposażona jest w amortyzator więc spaceruje się naprawdę miło nawet z psem który lubi czasami pociągnąć. Istnieją też dwie inne opcje ponieważ taśma z karabińczykiem jest wymienna, mam nadzieję tylko że wpięcie jest trwałe. Jak do tej pory było już tarzane w błocie i wodzie (jak z resztą widać na fotkach) i kilkakrotnie obite oraz zalane, działa! Jeszcze inny plus naszej flexi to dozownik z woreczkami, który można też wykorzystać jako pojemnik na smaczki. Mi bardziej przydaje się ta pierwsza opcja, zapominalska jestem. ;) Jest jeszcze regulacja uchwytu. Fajna, ale nie używam, nie czuję jakiejś różnicy zależnie od wyregulowania. Moim zdaniem taki tam, bajer.
Na zakończenie wesoła foteczka ze spaceru! Chciałam zrobić zdjęcie tylko tak żeby widać było smycz i psy, lecz uznałam że pokażę się w zwykłej wersji spacerowej. :D Nie wyglądam może najpiękniej, ale nie o to chodzi, o! Może podsumujmy recenzję. 

PLUSY:
  • Wbrew moim podejrzeniom, flexi okazała się bardzo wytrzymała.
  • Pięć metrów to całkiem spory zasięg jak na smycz. :) (Dostępne są też ośmiometrowe.)
  • Latarka z dwoma opcjami - bardzo przydatna!
  • Pojemniczek na woreczki/smaczki dla zapominalskich którzy chcą mieć woreczki lub smaczki zawsze pod ręką.
  • Trudno ją ubrudzić, błoto nie przywiera do powierzchni.
  • Wysuwająca się linka skutecznie zniechęca pieski próbujące się szarpać smyczą.
  • Latarka mimo że mocowana na rzep świetnie się trzyma. (Odczepiałam ją kilka razy dla testu. :D)
  • Opcjonalne taśmy; pejcz LED, amortyzator lub dwójnik.

MINUSY:
  • Jest dość gramotna, nie da się jej zwinąć i wepchnąć do kieszeni jak zwykłą smycz.
  • Swoje kosztuje, aczkolwiek sama obiecałam sobie że jeśli wytrwa dwa lata bez popsucia się - kupuję następną!
To by było na tyle, smycz możecie kupić w sklepie Karusek w takim zestawie jak my mamy za 163 złote o TUTAJ, ale z tego co widzę da się 'złożyć' własny. Elementy takie jak pojemnik na woreczki i latarka są również opcjonalne. :) My po tych dwóch tygodniach prób możemy polecić.

Mudiki nad Balatonem

Tydzień pod koniec czerwca mieliśmy tę przyjemność spędzić całą rodziną w Balatonmariafurdo, nad pięknym jeziorem zwanym węgierskim morzem. Lazurowa, ciepła woda, cudne widoki no i Węgry! Kraj pochodzenia moich diabląt. :D
Na początku wyjazdu zetknęliśmy się z pewnym problemem... Wszystkie plaże wyposażone były w zakaz wprowadzania psów, a my nie mieliśmy ochoty narażać się na mandaty. Przed wyjazdem sporo znajomych ostrzegało mnie że trudno popływać w Balatonie z psem. Jak widać wyżej, udało nam się i codziennie przez tydzień hasaliśmy wśród lazurowej wody węgierskiego morza. Jak?
Nie taki diabeł straszny jak się go pisze! W samym Balatonmariafurdo znaleźliśmy dwa 'dzikie' pomosty, z których pływaliśmy i bawiliśmy się z mudikami. Nieoznaczone ale i bez zakazu wprowadzania psów. W dodatku znalazła się też plaża przyjazna psom, tam futrzanych przyjaciół było sporo, szkoda tylko że nie zawsze przyjaznych i zdarzyło się że musieliśmy zabierać się ze względu na nadchodzącego, rozdrażnionego laba. Węgrzy nieczęsto potrafią mówić w jakimkolwiek obcym języku, więc o dogadaniu się nie ma mowy. Za to w większości są bardzo sympatyczni, wyjątek potwierdza regułę. :)

Nad Balatonem udało nam się nauczyć czekolada pływać, to nasz mały-wielki sukces ze względu na to że Ruczysio bardzo bał się wody. Teraz pływa nawet sam! Co do Balatonu, jezioro jest ciepłe, przejrzyste i porośnięte mocno trzcinami, dlatego tak trudno znaleźć wycięte zejście. Psy mogą pływać w miejscach nieoznaczonych i dla nich wyznaczonych, na plażach zazwyczaj w większości są zakazy.
Co do innych atrakcji - wszędzie poza plażami wpuszczano nas z psami, jedzenie było tanie i świetne. Pamiątki nabyliśmy na targu w Fonyod gdzie znaleźć można było prawdziwe perełki. Typowo węgierskie przyprawy, starocie, wyroby lokalnych twórców. Jest na co popatrzeć i wszystko w sympatycznych cenach. My wyjazd nad Balaton polecamy jak najbardziej i to wbrew pomówieniom - tak, z pupilami!
Zakończymy filmikiem z wyjazdu, trochę pływających mudików, bawiących się mudików i śliczne węgierskie 'nigdzie' gdzie chodziliśmy na spacerki. :)

Letnia analiza umiejętności.

Czyli jest za gorąco na zbyt częste treningi, ja i czarne przy tych trzydziestuparu stopniach wysiadamy, toteż chodzimy na spacerki, poprawiamy to czego nie dopilnowałam, zaczęłyśmy powoli slalom, takie tam. Ja siedzę i porównuję moje starty z minionego już sezonu do osób których styl biegania mi się podoba. Czuję się beznadziejna i zmotywowana.
Moja największa idolka, nie śmiać się! Polona, jej mudik Sja i te niesamowite strefy, ten wyraźny handling i ta prędkość! Umieram z podziwu, szczególnie wtedy kiedy Sja niemal płynie przez kładkę jak szalona mimo to świetnie ją zaliczając. Też tak chcę. Mój wielki problem to machanie rękami podczas biegu. Majtam nimi jak chora na autyzm. Z resztą zobaczcie sobie...
NO CO JA ROBIĘ Z TYMI RĘKAMI?! Pokazuję, a potem trzepię jakbym ubijała jajka na ciasto. Tak, umiem robić ciasto, aczkolwiek od ubijania jest mikser. Polona nie majta! Polona pokazuje czytelnie i jeszcze do tego robi coś czego ja nie robię też. Wiem, ma doświadczenie, takie tam, mimo to trzeba się uczyć. Ona stawia dłuuugie kroki. Ja tupczę. Dobrze że nie w miejscu, już z tego etapu wyrosłam. 

Teraz trochę Polski, człowiek z którym nigdy seminariów nie za mało, chodząca cierpliwość. Tomek Jakubowski! Podczas gdy Zośka i Ala mają ochotę mnie zatłuc na torze/nabić na slalom on po raz setny tłumaczy co takiego robię źle. Na spokojnie, łagodnie dowiaduję się że biegnę na cichca licząc na to że mój piesek mnie usłyszy. Właaaaśnie... Tego na filmiku nie zobaczycie, ale mój następny problem - ja nie krzyczę. Jakkolwiek czarne jak to mudik - lubi żeby było głośno to ja nie umiem tego ogarnąć. Mój przebieg powinien brzmieć mniej więcej: NAPRZÓDNAPRZÓDKSZKSZKSZSZSZNAPRZÓDCIKCIKKTUUUNELTUUUNELTUUUNELSZKSZKSZCIKPRZÓDPRZÓDTUUNELTUUUNELTUUNELCZARNECZAAARNEPRZÓDPRZÓD...! 
Jest jednak haczyk. Ma być naprzód, kszksz i takie tam, ale ale nie ciągłe GAŚGAŚGAŚGAŚ..! bo i to przerabiałam i czarne nie rozumiejąc o co mi chodzi zwalniała i gapiła się na mnie wyjątkowo tępawo. Rozumiem ją. Wyobrażam to sobie, biegnę, a ktoś ciągle KRYYYYSTYYYNA KRYYYSTYNA KRYYSTYNA! Szkoda że Gaś nie potrafi mówić, pewnie zapytałaby "NO CO?!"
Pocieszmy się, kiedyś, jak ogarnę dłuższe kroki, zacznę się drzeć jak należy i przestanę majtać to... może... 

Lucjan!

Lucjan od jakiegoś czasu bywa zwycięzcą, w prawdzie może nie zajmuje pierwszych miejsc na zawodach etc ze względów już chyba dla wszystkich naszych czytelników oczywistych, no ale zawsze to coś! Wygrał sobie z pomocą cioci wilczakowej(która dzielnie rozsyłała linki) taaaką ładną, nowiutką flexi Vario. Szczerze mówiąc co do flexi, to jestem sceptyczna bo mudiki szarpią, gryzą i brudzą smycze, ale jak już wygrałam, to fajnie. Flexi się trzyma, jest bardzo fajna bo Ru jak to on ma swoje odchyły i lepiej jest mieć go na długiej lince. Dzięki temu mamy oboje satysfakcję ze spacerków, on może sobie hasać, a ja się nie martwię. Jak do tej pory Vario przeżyła swój chrzest bojowy i obiecałam sobie że jeśli przeżyje dwa lata - kupię jej następcę! Ponadto Vario ma pojemniczek na woreczki lub smaczki, bardzo fajny i praktyczny, jeśli się wiecznie zapomina woreczków/smaczków(jak ja...) oraz nowość jak dla mnie - światełka! Jedno w stylu latarki, inne mrygające, czerwone. Na nocne spacery jest świetne. Vario mają także wymienne linki, my dostaliśmy amortyzator który nieźle nam służy, mi szczególnie przy nagłych zrywach Ru kiedy coś zauważy. Flexi można blokować na krótko i dłużej, oraz ma dopasowujący się do dłoni uchwyt, także polecam jeśli ktoś ma w planach kupno smyczy. Warto! 
Ruczynko wygrał też szarpaczek od Woof! bardzo sympatyczny, mięciutki i ładny, oraz obróżkę, to już urokiem swego własnego ryja. Był jeszcze gryzaczek i smaczki, ale poległy szybko. Z innych zwycięstw, to takie osobiste... Czekolad odważył się pływać! Teraz jest jak czarne półwydrą i szaleje w wodzie aż miło. Dzielny z niego przygłup. <3 div="">