Codzienne spacery...

Wreszcie zmotywowałam się do wzięcia aparatu na spacer! W prawdzie, słońce zbyt długo nas nie rozpieszczało, ale na trochę fotek wystarczyło. Jakby ktoś był zainteresowany oglądaniem mordki Lucjana to oto i on. :D Hasa, żyje, pływa, drze mordę i bawi się z czarną. Na fotkach jak to na spacerach, moje psy-wydry są cały czas mokre bo przecież od czegoś mamy jezioro.
Nie są najwybitniejsze bo mój photoshop się obraził i są "na czysto" z aparatu ale zawsze to coś. Fociłam głównie nad samym jeziorem bo reszta naszych terenów spacerowych nie wygląda szałowo. Błoto, pola, błoto i lasy. Mudiki nie narzekają, za to ja spaceruję w kaloszach chyba że mamy suszę. Na szczęście, jesień sypie deszczem jak powinna bo przecież po deszczu grzyby rosną. Co to za jesień bez grzybów?
O, a powyżej wesoły czekolad drze ryja i przeżuwa badylek. Więcej fotek w albumie na moim koncie google i jak obiecałam, odezwę się z czymś bardziej konstruktywnym po weekendzie. Jutro ja i czarne po spacerku i treningu pakujemy się w pociąg i wio... do Annówki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz