Zabawki mudików

Dzisiaj właściwie będzie mało konstruktywny względem treningu tudzież psów post. Chciałam się tak zwyczajnie, próżnie pochwalić... zbiorem zabawek moich psów. No bo kurczę, w sumie trochę tego już jest! Właśnie dlatego zawsze jak przychodzi mi na myśl kupienie czarnej nowej zabawki, to idę i otwieram psią szufladę. Nie żeby to zawsze było tak ładnie, poukładałam na rzecz fotki, zwykle wszystko jest poupychane i kilku brakuje bo akurat są w plecaku który biorę na treningi agi. :P Gaś wyjątkowo lubi mieć często zmieniane zestawy zabawek na treningi, co prawda są zabawki zawsze cudowne i mudik generalnie lubi wszystko, ale zmiana = większy fun.
Tak wygląda sobie nasz pokaźny zbiór. Zaczniemy od góry, gdzie najbardziej widoczny jest różowy safestix należący do Ru, generalnie używany przez oba moje psy na luźnych spacerach ale kochany gorącą miłością przez czekolada, który od czasów pogorszenia się serduszka głównie bieganiem sobie bez sensu i ganianiem patyczków się zajmuje. Właśnie ta jego patyczkowa pasja sprawiła że pod choinkę młody dostał taki, a nie inny prezent i chyba jest z niego do tej pory baaardzo zadowolony. :D Czarna bawić się bawi, no bo Ru się tym bawi, ale nie szaleje wybitnie. Ani to nie piszczy, ani szarpać się wybitnie nie da... Pod safestixem upchnięte leżą dwa szarpaki, różowo-fiołkowo-ciemnofioletowy który dostałam pewnego razu w również w prezencie i od czasu do czasu się sprawdza, oraz fioletowo-zielony który pamięta jeszcze czasy treningów agility Ruczysia. Teraz wyjmowany jest od czasu do czasu na luźne szarpanie. Widoczna jeszcze niżej piłka na czerwono-żółtym szarpaku to także prezent, który każdy z uczestników dostał po obozie agility z Tomkiem w tym roku. Jeszcze nie zniszczona... Wyżej uśmiecha się staaary bardzo pan Wielorybek. Pan Wielorybek jest urodzinowym prezentem Gaszki od 'wilczakowej cioci' i jak wypada rybie - pływa. Towarzyszy nam w wyjazdach nad jezioro i jest gorliwie miętolony przez oba mudiki. Stracił już oczy, ale trzyma się dzielnie, a liczy sobie lat trzy - rok mniej niż małe czarne. :) W centrum mamy błękitną ażurową piłkę, Ru nie rozumie jej idei i czasami nie umie jej wypluć (co wygląda baaardzo zabawnie :D), Gaszka bardzo ją kocha i zawzięcie próbuje zniszczyć na treningach. Jak na razie piłka ma dobrze ponad rok i nadal żyje mimo że czarne wiesza się na niej całym ciężarem cielska. Obok druga, również błękitna piłka, kiedyś była cała, miała piszczałkę, lecz to czasy dawne. Liczy sobie chyba z pięć treningów, szybko poległa. Jeszcze inną niebieską piłką jest nabytek z zooplusa, cenę miała sympatyczną, opis głosił że wydaje odgłosy podobne do zagryzanych namiętnie przez Gaś butelek plastikowych to wzięłam. Na razie żyje, jest lubiana i nawet da się nią szarpać, trochę za duża jak na mój gust. Po prawej różowa gumowa piłeczka z piszczałką, która ledwo chrypi lecz z jakiegoś powodu czarne pała do niej miłością, pochodzi bodajże z kakadu. Obok niej dwie żarówkowożółte piłeczki tenisowe z konga, nadal piszczą, są dość tanie i bardzo fajne. Miałam już takich z tuzin, no ale zawsze gdzieś się weźmie na zawodach, przy zamówieniu karmy, bo tanie, bo czarne je lubi, co z tego że zniszczy... Pod piłeczkami również dwa kongi classic, dla dwóch psów którym czasami trzeba znaleźć zajęcie kiedy ja wybywam gdzieś na dłużej. Trwałe i praktyczne jak to obiecywali w opisie. :) Po lewej od nich fioletowe futerko na taśmie, które już po pierwszym treningu się wzięło i rozpruło. Kupione z myślą o tym, że Garshii miała problemy z pewnością siebie w szarpaniu się ze mną. Teraz pewność siebie ma. Aż nadto. Futerko zostało zszyte porządnie i wciąż nam służy. :D Jeszcze dalej na lewo inna piłeczka firmy kong, tym razem squeez, czerwona na jakimś znalezionym sznurku, pięknie piszczy, daje radę i jest super motywatorem na zawodach. Nie jeden raz sprawiła że mudikowa popylała jak szalona... :) Obok niej błękitnoniebieska na żółtym sznurku, zakupiona od tej samej osoby która robiła futerka, na obozie z Tomkiem. Miła w dotyku i miękka, co pomagało bardzo czarnej przekonać się do silniejszego szarpania.
To by było chyba na tyle. Jak widać na fotce wyżej, Gaś zwykle nie bawi się w wyrywanie Ru jego zabawki, tylko znajduje sobie prawdziwego patyka. Co tam jakaś gumowa podróba, to dla mięczaków! ;D

3 komentarze:

  1. Rzeczywiście zbiór dosyć pokaźny :) Nam nie jest potrzebnych aż tyle zabawek, chociaż jak jestem w zoologicznym to bardzo mnie kusi zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ażurkowa na samym środku :3 Świetny zbiór! :D

    OdpowiedzUsuń