DCDC i inne takie

Najpierw będzie o DCDC Poznań, bo tak. Ogólnie, atmosferka pt. "he he he i tak nic mi się nie uda" towarzyszyła mi od rana, także nie stresowałam się bo i tak i tak miałam to gdzieś. Nie liczyłam na nic, jarałam się moją fajną piosenką do freestylu i spotkaniem z Elizą, właścicielką Grandy, córki Gaszki. Na pole freestylowe wyszłam bez frotek i neoprenowej zbroi. Zbroja przestała być potrzebna, bo sucz już nie drapie przy vaultach, a frotki... Jakoś uznałam że i bez będzie ładnie. Rozłożyłam dyski w sposób, który zmuszał mnie do zagospodarowania pola jak na fristajla należy i rozpoczęłam...
Co takiego było w tej tragedii, że byłam czwarta to ja nie wiem. Księżniczka się starała, ale ja łapałam takie zamuły że idzie przypuszczać że mój mózg nie doczytywał danych. Nie oczekiwałam nic, a po zobaczeniu wyników hasałam jak nienormalna i oznajmiałam całemu światu słodziutkim głosem podskakując w miejscu jak piłka że jestem CZWARTA!
Żeby mi nie było za dobrze, to potem poczułam że mogę być trzecia. W związku z tym spierniczyłam toss'a jak należy i choć umiem dorzucić do trzeciej strefy, Princeska wraca szybciutko i dałoby radę zrobić te 15,5 punktów, to oczywiście się zestresowałam i było 11,5. Mimo to, schodziłam z pola czując sławę, dumę i obłędną miłość do czarnulki. Co jak co, ale ona dała z siebie wszystko.
Jak się to wszystko skończyło? Miejscem czwartym i jednym punktem do trzeciego. Okropne i cudowne jednocześnie, bo wiem że gdyby nie ja, to dałoby się powymiatać. Jak zawsze spartaczyłam, tylko ten... Fajnie mi, że spartaczyłam, lecz miejsce czwarte ma się. Co by było gdyby nie spartaczyć... Zmieniając temat, jak Karol? Karolowi po pierwszej rundzie zabrakło punktu do drugiego, potem wiatr bawił się jak chciał i zostali na ósmym. Nadal pierwsza dziesiątka, o! Ponadto Karol świetnie rzucał mimo wiatru, a Gaszka cudownie ogarniała, taki tam mały osobisty powód do dumy. :)
Teraz będzie o Ru. Ru znalazł swój mózg i umie go używać. Pieski nie są interesujące, świat nie jest interesujący, trzeba drzeć się jak psychol skacząc wokół pańci i szczypiąc, byle coś z pieskiem robiła! Bo robienie czegoś, oooo, to jest interesujące że aż! Robimy już huśtawkę, taką niską, ale robimy i rozumiemy co to się robi, biegamy proste i niedługo będziemy biegać trudniejsze rzeczy, strefki też robimy i cik-caki cały czas. Ogólnie, mądrzeje w tempie odpowiednim. Zaczynamy układać freestyle na następny sezon. Kurczę, co to będzie, przecież to nie Gasiu!
Na koniec się pozachwycam. To jest Granda, czyli Vashcka Wartownik Wiatru, która jest obłędnie piękna. Jak podejrzewałam, ma wszystko co ładne ze swojej mamy i jest udoskonalona tatusiem. Ma fajny charakterek, jest mniejsza i drobniejsza od mamy, smukła i śliczna. Ogólnie, jestem rozanielona gdyż doprowadziłam do narodzin przepięknej mudikówny, przy której mój sucz wygląda jakoś... Jak matka która dała o wiele ładniejsze od siebie szczenię. :)
Ostatnia już fotka, od lewej, dumna matka z piękną córką, podobne, ale jednak Grandżi ładniejsza. :D